Uśmiechnięta Bogiem – Błogosławiona Alexandrina Maria da Costa

Paraliż unieruchomił ją w łóżku na blisko 40 lat. Wymagała stałej opieki i pielęgnacji. Po ludzku sądząc – całkowicie nieużyteczna, stała się narzędziem Boga w misji przyprowadzania do Niego grzeszników.

zdjęcie: WWW.ALEXANDRINADEBALASAR.COM

2018-09-07

Papież Pius XII zawierzył świat Niepokalanemu Sercu Maryi 31 października 1942 roku. Nieco po­nad miesiąc później, 8 grudnia, uczynili to także biskupi w całym Kościele. Do tego wydarzenia przyczyniła się głównie bł. Alexandrina Maria da Costa, która z polecenia samego Jezusa przekazała Stolicy Apostolskiej prośbę, by świat zo­stał oddany Maryi w akcie zawierzenia.

Radość wśród trosk

Alexandrina urodziła się 30 marca 1904 roku w Balasar – małej portugal­skiej wiosce, leżącej 50 km na północ od Porto i 250 km od Fatimy. Należała do wierzącej i praktykującej rodziny, dlatego od najmłodszych lat żywiła głębokie nabożeństwo do Najświęt­szej Maryi Panny. Nazywała ją czule Maezinha, co można przetłumaczyć jako „Kochana Mamusia”. Znana była z pięknego uśmiechu, który prawie ni­gdy nie znikał z jej twarzy. W wieku 7 lat wraz z siostrą Deolindą wyruszyła do miejscowości Povoa de Varzim, aby podjąć naukę. W tym czasie bowiem w Balasar nie było szkoły dla dziewcząt. W Povoa Alexandrina przyjęła I Komu­nię Świętą. To wydarzenie tak bardzo wyryło się w jej duszy, że zjednoczyła się z Jezusem na zawsze.

Po 18 miesiącach pobytu w Povoa, Alexandrina i Deolinda powróciły do Balasar, do matki. Kiedy Alexandrina ukończyła 14 lat musiała już w pocie czoła zarabiać na codzienny chleb. Po­mimo młodego wieku rozpoczęła pracę u rolnika w sąsiedztwie. Nie zabawiła tam jednak długo, gdyż pracodawca miał dla niej zawsze tylko grubiańskie słowa i źle ją traktował. Wszystko to zasmucało proste i czyste serce młodej dziewczyny. Matka wzięła ją więc z powrotem do domu. Ale ponieważ Alexandrina nadal musiała zapewnić rodzinie utrzymanie, znalazła inny sposób zarobku – wraz z Deolindą i koleżankami dorabiała, szyjąc ubrania. Nigdy się przy tym nie skarżyła, choć praca była mozolna i wy­czerpująca. Potrafiła też mobilizować do pracy swoje towarzyszki, gdy ogarniało je lenistwo lub zniechęcenie. Pogodą ducha i uśmiechem łagodziła wszelkie spory, a jej łagodność sprawiała, że łatwiej było pokonać pojawiające się trudności.

Na głębinach miłości

Pewnego dnia dziewczęta siedziały skupione przy stole, zajęte szyciem ślub­nej sukni. Nagle usłyszały dochodzące z oddali okrzyki i salwy śmiechu. Odgło­sy powoli się zbliżały i stawały się coraz wyraźniejsze. Gdy Alexandrina rozpo­znała wśród nich głos swego dawnego gospodarza, zamarła, bo wiedziała, że mężczyźni przyszli, by je skrzywdzić. Deolinda, jakby coś przeczuwając, za­sunęła rygiel. Chwilę później usłyszały stukot butów na schodach i gwałtowne dobijanie się do drzwi. Nie otwierały, więc zniecierpliwieni mężczyźni zaczęli szukać innych dróg wejścia. Jeden z nich wspiął się po drabinie, by wejść do pokoju przez właz, który dziewczyny błyska­wicznie zabarykadowały maszyną do szycia. Ten rozzłoszczony, wybił kilka desek młotkiem i jednak zdołał dostać się do środka. Deolinda z koleżanką zdążyły uciec przez drzwi na dół, gdzie jednak czekali dwaj pozostali napastni­cy. Alexandrina natomiast została sama naprzeciw swego dawnego pracodawcy. Poza otwartym oknem nie było żadnej drogi ucieczki. By uchronić się przed gwałtem, wyskoczyła więc z wysokości 4 metrów… Gdy upadła, poczuła prze­szywający ból w plecach. Przez chwilę nie mogła się poruszyć, jednak szybko wstała, by pobiec na pomoc złapanym to­warzyszkom. Była tak stanowcza i silna, że mężczyźni wystraszeni jej krzykiem, odeszli w końcu, nie osiągnąwszy celu.

Niedługo potem Alexandrina zaczęła odczuwać skutki upadku, które stopnio­wo ją unieruchamiały i wyłączały ze zwy­kłego życia. Upadek z dużej wysokości powodował postępujący paraliż całego ciała. Jak się później okazało, dziewczyna już nigdy nie opuściła swojego łóżka. Leżała w nim aż do śmierci, blisko 40 lat. Początkowo, gdy jej stan nie był jeszcze tak poważny, odwiedzały ją koleżanki, by wspólnie pograć w gry i pożartować. Jednak jej zachowanie powoli zmieniało się. Nie była już tak chętna do żartów i rozmów z rówieśnikami. Coraz częściej prosiła, by zostawić ją samą. Czuła, że zaczyna się dla niej zupełnie nowy etap w życiu. Nie wiedziała jeszcze z czym ów nowy etap będzie związany, ale „ogarnia­ło ją wzrastające pragnienie ukochania cierpienia i myślenia jedynie o Jezusie” – jak zanotowała później w swoim dzien­niku. Przeczucie faktycznie jej nie myli­ło. To Jezus upominał się o nią. Powoli odsłaniał przed nią swój plan. Prowadził ją krok po kroku na głębię. Odkrywał przed nią swoje pragnienia. Zapraszał ją do wielkiej przygody, pełnej miłości i bólu.

Wieczna lampka Jezusa

W pierwszych latach choroby Ale­xandrina błagała Boga – przez wstawien­nictwo Maryi – o łaskę uzdrowienia. Obiecywała Mu, że jeśli wyzdrowieje, poświęci się bez reszty pracy misyjnej. Jednak gdy paraliż nie ustępował, zro­zumiała, że to cierpienie jest jej powo­łaniem i przyjęła je całym sercem. Jak sama powiedziała: „Matka Najświętsza wyjednała jeszcze większą łaskę: najpierw rezygnację, potem całkowite poddanie się woli Bożej, a w końcu pragnienie cierpienia”. Przyjęcie cierpienia było odpowiedzią miłości na zaproszenie, które Jezus do niej kierował. Pozwalała uczynić się żywą ofiarą, by wynagradzać Mu wszystkie zbrodnie świata. W mo­dlitwie często zwracała się do Niego, mówiąc: „Podaruj mi cierpienia, choćby najgwałtowniejsze, bylebym mogła Ci przez nie dowieść, że Cię miłuję. Proszę Cię o ból i miłość – oto więzi, które mnie z Tobą łączą”.

Alexandrina przeżywała wiele cier­pień duchowych. Nie tylko niemoc fi­zyczna sprawiała jej ból – dużo gorsze były nękania, których doświadczała w swej duszy. Zły duch wmawiał jej, że Maryja ją odrzuca i Jezus nie chce jej ofiar. Próbował ją zniechęcać, podsuwa­jąc niepewność, bunt i rozczarowanie. Te podszepty raniły jej duszę, ale przezwy­ciężała je, intensyfikując swoją modlitwę. Pewnego dnia usłyszała w swym sercu głos, który rozjaśnił jej wszystko. Jezus powiedział: „Dotrzymuj Mi towarzystwa w Najświętszym Sakramencie. Pozosta­ję w tabernakulum w dzień i w nocy, czekając, by obdarzyć miłością i łaską wszystkich tych, którzy Mnie odwiedzą. Ale nie ma ich wielu. Jestem tak opusz­czony, samotny i obrażany. Wybrałem ciebie, byś dotrzymywała Mi towarzy­stwa w tym małym azylu, jakim jest twoje łóżko”. To był dla Alexandriny decydujący moment. Zrozumiała, że uzdrowienie nie jest najważniejsze lecz to, by niezależnie od warunków, zawsze pełnić Bożą wolę, odpowiadając swoim „tak” na pragnienia Jezusa. Owo „tak” wypisała własną krwią na świętym obrazku: „Moją krwią ślubuję bardzo Cię miłować, mój Jezu, i niech taką będzie moja miłość, bym umarła, obejmując krzyż. Złóż mnie wraz z Tobą w ofierze Przedwiecznemu Ojcu w tych samych intencjach, dla których Ty sam siebie ofiarujesz. Pragnę spędzać wszyst­kie chwile mego życia, pocieszając Cię, adorując, miłując, wysławiając i oddając Ci chwałę. Matko Jezusa i moja Matko, wysłuchaj mojej modlitwy. Poświęcam Ci moje ciało i moje serce. Oczyść je, Matko Przenajświętsza i napełnij Twoją miło­ścią. Umieść mnie blisko Jezusa ukrytego w tabernakulach, ażebym służyła Mu za lampkę aż do końca świata”. Odtąd go­dziny choroby upływały Alexandrinie na duchowym pielgrzymowaniu do taber­nakulów, na przebywaniu u stóp Jezusa. W tym czasie Jezus powierzył Alexan­drinie szczególną opiekę nad kapłanami. Ofiarowując swój ból, zmagania i mo­dlitwy, wypraszała ich wierność Bogu oraz nowe powołania. Jezus odsłonił jej też wielki sekret swego Serca. Pragnął zawierzenia całego świata Niepokalane­mu Sercu Maryi: „Chcę, by świat został poświęcony Mojej Najświętszej Matce; jest to lekarstwo na tyle zagrażających mu nieszczęść”.

Pokarm z Nieba

Siłą Alexandriny we wszystkich cier­pieniach była codzienna Komunia. Dzię­ki niej zawsze czuła szczególną więź z Jezusem. Gdy któregoś razu przeżywała stan krytycz­ny i była wycieńczona ciągłymi wymiotami, przez 17 dni nic nie jadła i nie piła. Jej jedynym po­karmem była Eucharystia. Te wydarzenia były zapowiedzią łaski, której Jezus pragnął jej wkrótce udzielić. W sercu Alexandriny rodził się wielki głód miłości i czuła, że zaspokoić go może tylko Eucharystia. Gdy dzieliła się tym pragnieniem z Jezusem, usłysza­ła: „Nic już nie będziesz jadła na ziemi. Twoim pokarmem będzie Moje Ciało”. Od tej pory przez 13 lat nie przyjmowała żadnego napoju i pokarmu poza Jezusem Eucharystycznym, a waga jej ciała była wciąż stała (33 kg). Jezus wyjaśnił: „Ży­jesz jedynie Eucharystią, ponieważ chcę przez to ukazać światu moc Eucharystii i moc Mojego życia w duszach”.

Niedługo potem Pan Jezus przypo­mniał Alexandrinie swoje pragnienie po­święcenia świata Sercu Maryi. Nakazał jej, by przez swojego spowiednika prze­kazała je papieżowi Piusowi XII. Zapo­wiedział też związane z tym cierpienia i poprosił o pokutę i modlitwę. W tym czasie faktycznie w sercu Alexandriny duchowa walka bardzo się wzmagała. Demon podsuwał jej nieczyste myśli, pokusy i wątpliwości – przeżywała ogromne duchowe katusze. Pewnego dnia ujrzała w swym sercu umęczo­ną twarz Jezusa. Gdy patrzyła na nią w milczeniu, usłyszała zapowiedź własnej męki. Odtąd każdego tygodnia przez 182 piątki przeżywała w swym ciele cierpie­nia Zbawiciela.

Wezwania Jezusa do poku­ty stawały się coraz częstsze. Światem zaczęły targać silne niepokoje. W dniu wybuchu II wojny światowej Alexandrina ofiarowała swoje życie, prosząc o pokój i wynagradzając Bogu za wszystkie zniewagi, których doznaje w każdym człowieku. Widząc oczyma duszy wszystkie cierpienia woj­ny, doświadczała głębokiej rozpaczy. Ciemności jej wiary były coraz gęstsze. Czuła się wewnętrznie opuszczona. Na­wet przyjmowanie Komunii nie przy­nosiło jej ulgi, nie gasiło jej tęsknoty. Ale również w tym doświadczeniu Ale­xandrina powtarzała Panu swoje „tak”. Pisała w dzienniku: „Serce jest zimne, ale zranione. Im bardziej tęskni za miłością, tym bardziej krwawi i tym dotkliwszy jest ból, bowiem nie jest ono w stanie osiągnąć tej czystej i gorącej miłości, którą pragnie miłować Jezusa. Nie po­siadam ani wnętrza, ani serca, aby Go przyjmować. Mam jednak pragnienie miłości, tęsknotę, by cały świat ogarnięty został jednym płomieniem. Chciałabym mieć tyle krwi, by całą ziemię w niej skąpać, by Jego Najświętsze Serce nie odczuwało bólu z powodu grzechu, tyl­ko żar serc tych wszystkich, którzy Go miłują. Dlatego pragnę cierpieć, by na ziemi istniała tylko miłość. I dlatego pra­gnę oddać życie za dusze, które grzech usiłuje zgładzić. Moja natura wzdraga się przed cierpieniem, ale serce przepełnione pragnieniami chwały i miłości Jezusa, pędzi lotem szalonym ku cierpieniom”.

Światło dla dusz

Jezus przyjmował jej ofiary. Dziew­czyna przeżywała kolejne cierpienia: utratę spowiednika, oszczerstwa i po­mówienia, długie, upokarzające badania medyczne i przedłużający się brak odpo­wiedzi z Watykanu. W końcu jednak, 27 marca 1942 roku, Alexandrina przeżyła mękę Chrystusa w swoim ciele po raz ostatni. Jezus zapowiedział jej, że będzie ona trwać aż do momentu, kiedy papież zdecyduje się dokonać aktu poświęce­nia świata Sercu Maryi. Ostatnia męka Alexandriny zapowiadała więc rychłe spełnienie się pragnienia Jezusa. „Ja­kież to szczęście, jaka radość dla świata z bycia poświęconym, z przynależności bardziej niż kiedykolwiek dotąd do Nie­pokalanego Serca Maryi!” – cieszyła się Alexandrina.

Ostatni etap jej życia był czasem przeżywania działalności publicznej na wzór Jezusa głoszącego Dobrą Nowinę. Przybywali do niej wszyscy potrzebujący. Choć nie miała już sił, podtrzymywana przez łaskę, przyjmowała ich nawet przez 12 godzin dziennie. Bywały dni, w któ­rych odwiedzało ją nawet kilka tysięcy osób z wielu odległych stron, z różnymi potrzebami. Pokonywali wiele kilome­trów tylko po to, by prosić ją o modlitwę, o ofiarę cierpienia, by uścisnąć jej dłoń, by dotknąć jej czoła.

Tymczasem cierpienia wewnętrzne Alexandriny nie ustawały. Przezwyciężała je ponawianiem swojego „tak” pomimo ciemności. Jezus stale ją umacniał: „Cór­ko Moja! Jesteś światłem i pochodnią dla świata! Trwasz w nieporównywal­nej ciemności, a jesteś światłością, która oświeca: ciemności są dla ciebie, a świa­tło dla dusz”. Wciąż bardzo wiele osób przybywało do niej po rady i z prośbą o modlitwę. 7 stycznia 1955 roku Jezus objawił Alexandrinie, że w tym roku za­kończy swoje ziemskie życie: „To twój rok! Powierz mi siebie, zaufaj mi! Ni­gdy nie cofam tego, co obiecuję. Moje obietnice spełnią się. Ufności! Ufności! Niebo należy do ciebie, tam będziesz kontynuować twoją misję”.

Alexandrina pragnęła umrzeć w dniu eucharystycznym i maryjnym. Odeszła w czwartek, 13 października 1955 roku, w rocznicę ostatniego objawienia fatim­skiego. Na jej pogrzeb przybyli ludzie ze wszystkich części Portugalii. Mała wioska z trudnością mogła pomieścić uczest­ników ceremonii, którzy byli zgodni co do tego, że żegnają świętą.

Kościół potwierdził to przekonanie, gdy papież Jan Paweł II 25 kwietnia 2004 roku zaliczył Alexandrinę Marię da Costę do grona błogosławionych.


Zobacz całą zawartość numeru ►

Autorzy tekstów, Cogiel Renata Katarzyna, Miesięcznik, Numer archiwalny, 2018nr1, Teksty polecane

Kim jesteśmy?

Rozważania różańcowe

nd pn wt śr cz pt sb

1

2

3

4

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

20

22

23

24

25

26

27

28

29

30

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

Dzisiaj: 18.09.2019