Gotowość serdecznych dłoni

Pani Jola zna szpital jak mało kto. Bez Niej trudno byłoby odnaleźć się w gąszczu trzech budynków i czternastu szpitalnych oddziałów. Ona po prostu wszystko wie i o wszystko dba.

zdjęcie: canstockphoto.pl

2013-06-06

Poproszony o kilka słów o wolontariuszach obecnych w mojej kapelańskiej posłudze, postanowiłem odpowiedzieć na prośbę, by w ten skromny sposób wyrazić wdzięczność osobom będącym – nieraz od wielu lat – „przy szpitalnej kaplicy”. Osobom, które swoją obecnością zadają kłam dość rozpowszechnionemu stereotypowi, że kapelan szpitalny sam musi robić wszystko i jest nie do zastąpienia.

Pani Jola

Moje doświadczenie posługi w szpitalu dostarcza mi przekonania, że w pracy kapelana nie jestem sam. Wciąż otacza mnie spora grupa ludzi. Mają oni swoją bardzo konkretną, wymierną odpowiedzialność za poszczególne przestrzenie codziennego funkcjonowania szpitalnej kapelanii.

Nie było jeszcze koordynatorów wolontariatu, szkoleń, masowych akcji z plakietkami i kolorowymi gadżetami, często dość dużej akcji medialnej, gdy ponad dwadzieścia lat temu Pani Jola (będąca wówczas pacjentką szpitala) odpowiedziała pozytywnie na zaproszenie ówczesnego księdza kapelana Antoniego, by „układać kwiatki w kaplicy”. W ciągu tych długich lat w szpitalu posługiwało już kilku kapelanów, a Pani Jola ciągle przy tych „kwiatkach” trwa.

Układanie kwiatków

Świadomie zwrot „układanie kwiatków w kaplicy” wziąłem w cudzysłów, bo sprowadzenie Pani Joli tylko do tej czynności byłoby wielkim nadużyciem i niesprawiedliwością. Oczywiście, że kwiaty to także Jej praca i pasja. Co do tego nie ma wątpliwości. Jednak przez ten czas Pani Jola stała się osobną „instytucją” w szpitalnej kaplicy i zakrystii. Praktycznie jest w szpitalu codziennie oprócz sobót i niedziel, choć jak zajdzie potrzeba to i wówczas nie odmówi.

W kaplicy zawsze jest czysto. Niby to oczywiste. Ale kiedy uświadamiam sobie, że drzwi kaplicy stale są otwarte, bo mieści się ona w samym sercu szpitala i codziennie odwiedza ją spora gromada personelu i pacjentów – przestaje to być takie proste i oczywiste. Długie lata Pani Jola sama dbała, by było czysto. „To przecież szpital, proszę księdza, musi tak być” – słyszałem często. Kaplica to jednak nie tylko podłoga, którą trzeba powycierać. To także okna, krzesła, prezbiterium, sprzęty liturgiczne, świece, obrusy, dekoracje na święta i uroczystości. Dochodzi jeszcze wykładanie na bieżąco prasy katolickiej, dbanie o to, by zawsze były czyste kartki do napisania próśb i podziękowań na cotygodniową nowennę, przygotowanie codziennej Mszy Świętej oraz nabożeństw. Słowem – ogrom pracy!

Serdeczne dłonie

Zapewne istnieją jeszcze sprawy, o których nie mam pojęcia „bo zawsze są” więc ich po prostu nie dostrzegam. Wielki to luksus – wiem to od innych księży kapelanów – kiedy zbiegam nieraz na ostatnią chwilę z oddziałów szpitalnych na wieczorną liturgię i nie muszę się martwić o nic innego, tylko o to, by usiąść w konfesjonale. O całą resztę zadbała już Pani Jola. Tak to Jej „układanie kwiatków” na co dzień wygląda. Długie już lata. A w „wolnych chwilach” zostaje jeszcze pomieszczenie zakrystii i biuro kapelana. Pani Jola jest również punktem informacyjnym, gdy jestem wśród chorych na oddziałach szpitalnych. Z uśmiechem podyktuje telefon do kapelana, przyjmie intencje do modlitwy, wyjaśni o której będę. To proste, zupełnie bezinteresowne gesty dobroci, które ułatwiają życie chorym, ich rodzinom i mnie. Zachwyca mnie fakt, że gesty te rodzą się w sercu. Płyną z pragnienia, a nie z przymusu.

Wiadomo, że po południu w zakrystii lub kaplicy krząta się Pani Jola. „Zrobić księdzu herbaty? Trzeba kupić kawę i ciastka dla panów szafarzy, koniecznie trzeba już jechać z praniem, kończą się komunikanty, trzeba kupić świece”. Absolutnie nic nie ujdzie Jej uwadze. To naprawdę mnóstwo rzeczy i spraw, o które dba, które widzi, o których nie muszę pamiętać, zajęty większymi lub mniejszymi sprawami chorych czy personelu.

„Układanie kwiatów” – sam się zastanawiam pisząc te słowa – jak bardzo rozrosła się ta posługa Pani Joli. A przecież – przypominam sobie – nieraz idzie wysłana przeze mnie do chorych w trudnej sytuacji z niezbędnymi dla nich rzeczami czy jedzeniem. A księża, którzy mnie zastępują podczas mojego urlopu... Wystarczy powiedzieć: „Będzie Pani Jola”. I sprawa załatwiona. Zaprowadzi gdzie trzeba, pokaże. Zna szpital jak mało kto. Wiele razy słyszałem od zastępców, że bez Pani Joli byłoby im o wiele trudniej „odnaleźć” się w rzeczywistości niemałego szpitala, trzech budynków i 14 szpitalnych oddziałów. Ileż w tym wszystkim ofiarnej miłości, serdeczności i dobra!

Dziękuję!

Miałem napisać jeszcze o Panach szafarzach, Pani Ewie i Pani Joasi, opiekujących się gazetką szpitalną, o Agacie i Robercie – rodzeństwie gimnazjalistów, którzy pomagają w zakrystii w niedzielę i służą w czasie liturgii, o Panu Przemku przychodzącym w niedzielę grać na organach do kaplicy, pomagających mi w czasie Bożego Narodzenia dekoratorkach, które ustawiają żłóbek i stroją choinki. Rzesza dobrych, oddanych ludzi – wolontariuszy, którzy bez rozgłosu, tutaj właśnie znaleźli swoje miejsce konkretnej posługi, poza całą masą swoich codziennych obowiązków. Oni sami nigdy nie wpadliby na to, że robią coś niezwykłego.

Może innym razem uda mi się powiedzieć im, tak jak Pani Joli – „Ogromnie, z całego serca dziękuję!”.


Ksiądz Krzysztof Goik jest kapelanem Szpitala Wojewódzkiego w Tychach. Przez wiele lat służył w Rosji jako misjonarz.

Miesięcznik, Numer archiwalny, 2012-nr-12, Z cyklu:, Z bliska

Kim jesteśmy?

Rozważania różańcowe

nd pn wt śr cz pt sb

26

27

28

29

30

31

1

2

3

4

5

7

9

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

26

27

28

29

1

2

3

4

5

6

7

Dzisiaj: 23.02.2020