Rozmowa z ks. Łukaszem Pasuto, Krajowym Duszpasterzem Osób Głuchoniemych.

„Niesłyszący chcą poznać Boga, chcą wierzyć, chcą chodzić do kościoła. Ale często język jest ogromną barierą.”

zdjęcie: www.pixabay.com

Rozm. s. Aleksandra Leki

2018-10-29

- Na czym polega posługa Krajowego Duszpasterza Osób… no właśnie – głuchoniemych? niesłyszących?

- Powiem tak. Według dekretu, jestem Krajowym Duszpasterzem Głuchoniemych. Natomiast jedną z rzeczy, którą będę chciał „uporządkować”, to jest kwestia właśnie nazewnictwa. Same osoby niesłyszące nie lubią słowa „głuchoniemy”, ponieważ zakłada ono, że ktoś nie mówi i nie słyszy. To spore uproszczenie, które mija się z prawdą. Ja wolę o sobie powiedzieć, że jestem Krajowym Duszpasterzem Osób Niesłyszących – albo Głuchych. Trzeba jednak też wyjaśnić słowo „głuchy”. Ma ono nieciekawą historię, ponieważ wyraz „głuchy” w języku polskim wg słownika Aleksandra Brücknera pochodzi od słowa „głupi”. Dlatego to słowo też jest różnie odbierane, nie zawsze pozytywnie. Natomiast same osoby niesłyszące coraz częściej używają słowa „Głuchy” – pisanego wielką literą – jako element tożsamości kulturowej, takiej „mniejszości narodowej”. Osobiście wolę słowo najbardziej neutralne, czyli osoby niesłyszące – jest to określenie najszersze i najbardziej neutralne.

Na czym polega posługa Krajowego Duszpasterza Niesłyszących? W takim telegraficznym skrócie, funkcja ta polega na koordynowaniu działań duszpasterskich w Polsce, to znaczy organizowaniu życia duszpasterskiego w postaci rekolekcji oraz różnych wydarzeń związanych z życiem religijnym niesłyszących. Druga forma odnosi się do samych duszpasterzy osób niesłyszących – moja rola polega tutaj na integrowaniu tego środowiska, abyśmy w Polsce stanowili jedną grupę osób, które mają jeden cel i jedno zadanie do wypełnienia, jakim jest towarzyszenie osobie niesłyszącej.

- Czyli Ksiądz ma kontakt ze wszystkimi duszpasterzami osób niesłyszących w całej Polsce?

- Teoretycznie tak, takie jest założenie, ale nie zawsze jest ono możliwe do wykonania. Jednym z zadań, jakie sobie postawiłem na to półrocze, jest uporządkowanie i odświeżenie listy kontaktowej oraz nawiązanie współpracy z nowymi duszpasterzami, którzy w ostatnich latach pojawili się w Polsce. Z niektórymi młodszymi duszpasterzami ten kontakt już jest gdzieś złapany.

- Od kiedy Ksiądz pełni swoją posługę?

- O nominacji dowiedziałem się 7 czerwca 2018 roku; oficjalne przedstawienie, moja pierwsza Msza Święta jako Krajowego Duszpasterza, miała miejsce 8 września tego roku na Jasnej Górze podczas Ogólnopolskiej Pielgrzymki Niesłyszących. Jest to jedna z najbardziej znanych pielgrzymek w Polsce, ma też już swoją tradycję – tegoroczna była organizowana po raz 26.  Bazylika jest wtedy wypełniona po brzegi ludźmi niesłyszącymi. Co ciekawe, nie wszyscy uczestnicy są ludźmi praktykującymi wiarę czy wierzącymi w ogóle, ale chcą być na pielgrzymce, bo to okazja do spotkania i integracji.

- To cenne, że szukają takich kontaktów.

- Osoby niesłyszące wiedzą, że to Kościół jest tym miejscem, które je integruje. Tak naprawdę to Kościół zapoczątkował pracę z niesłyszącymi. Pierwsze próby pracy z osobami niesłyszącymi były podejmowane już w VIII wieku – właśnie w Kościele; dzięki Kościołowi powstawały pierwsze szkoły, jak ta, która powstała w Polsce, obecnie znana jako Instytut Falkowskiego (tak naprawdę Instytut Księdza Jakuba Falkowskiego). Ksiądz Falkowski w XIX wieku pojechał do Paryża, tam się kształcił, i po powrocie założył pierwszą szkołę dla osób niesłyszących. Głusi wiedzą, że Kościół jest tą instytucją, która ich integruje, wiedzą, że zawsze gdzieś przy Kościele mają swoje miejsce.

- Przypuszczam, że problemy osób niesłyszących są Księdzu bliskie wcale nie od czerwca tego roku.  Skąd wzięło się to zainteresowanie i jak długo trwa?

- Trwa od czasu wstąpienia do seminarium. Powiem tak: kończyłem liceum ogólnokształcące, klasę o profilu językowym, więc sfera języków była mi bardzo bliska. Kiedy pani Eugenia Adamkiewicz ogłosiła, że będzie organizowała kurs języka migowego w seminarium, to po prostu ze zwykłej ludzkiej ciekawości zapisałem się na kurs, żeby zobaczyć, jak ten język w ogóle wygląda. Po kilku zajęciach grupa dwunastu osób zaczęła się zmniejszać, tak że po półroczu zostałem już tylko z jednym kolegą, który ostatecznie i tak się potem wypisał. Ja zostałem przy tym języku, uczyłem się go. Powiem szczerze, że nigdy za bardzo nie wiązałem z nim swojej przyszłości, do momentu, kiedy mój ówczesny rektor seminarium, ks. Jerzy Paliński, zdecydował się wysłać mnie na kurs zewnętrzny, który wtedy organizowany był w Kałkowie. Jadąc na ten kurs, miałem wiele wątpliwości, czy w ogóle chcę być księdzem – byłem jeszcze wtedy klerykiem. Wracając z kursu, wiedziałem już, że chcę być księdzem, ale nie wiedziałem jeszcze, że chcę pracować z głuchymi. Natomiast przez ten kurs nabyłem pewności, że rzeczywiście ta droga, którą kroczę, droga powołania kapłańskiego, jest drogą właściwą dla mnie. Zostałem więc dalej w seminarium, przyjąłem święcenia diakonatu, potem prezbiteratu, a moja przygoda z osobami niesłyszącymi w zasadzie od tego momentu się zaczęła. Gdy tylko zostałem skierowany do pierwszej parafii, na Tysiącleciu Dolnym w Katowicach, od razu został mi przydzielony punkt duszpasterski przy ul. Warszawskiej w Katowicach i tam w każdą czwartą niedzielę miesiąca odprawiałem Mszę dla niesłyszących i jednocześnie od razu po święceniach zacząłem prowadzić zajęcia z języka migowego w naszym seminarium. To już potem potoczyło się samo, bez jakichkolwiek zabiegów czy działań z mojej strony. Po prostu to robiłem. Mam w sobie takie poczucie obowiązku i siłą rzeczy z tego wypływały moje działania.

- Jakie są Księdza nadzieje i obawy, związane z nową posługą?

- Pierwsza obawa wynika z racji wieku – spośród duszpasterzy niesłyszących jestem jednym z najmłodszych w Polsce. Nie mam z byt długiego stażu pracy z osobami niesłyszącymi, raptem sześć lat. Chociaż lubię języki, lubię nimi posługiwać, lubię uczyć języka migowego, to jednak nie oceniam siebie jako wybitnego „migacza” czy znawcę tego języka. Więc mam obawy, czy sobie poradzę, czy będę na tyle charakterystyczny (nie wiem, czy to dobre słowo), żeby rzeczywiście to środowisko, zwłaszcza to nasze, duszpasterskie – jakoś zintegrować. To jest moja podstawowa obawa: na ile uda się zintegrować środowisko duszpasterzy.  

Moje nadzieje? Przede wszystkim wielką nadzieję mam w osobie naszego Arcybiskupa Wiktora Skworca, który bardzo mocno troszczy się o duszpasterstwo osób niesłyszących, dzięki czemu czuję wielkie wsparcie z jego strony. Jestem mu za to wdzięczny. Zaangażowanie Arcybiskupa wyraża się w określonych zadaniach. Chociażby teraz, kiedy organizuję swoją pierwszą konferencję duszpasterską, to Ksiądz Arcybiskup wziął na siebie zadanie rozesłania zaproszeń dla biskupów z Konferencji Episkopatu. To są dla mnie bardzo czytelne sygnały, które są źródłem nadziei. Nadzieję też mam w samych osobach niesłyszących, które ucieszyły się na wieść o tym, że zostałem ich nowym duszpasterzem – co mnie trochę zawstydziło, nie spodziewałem się aż tak pozytywnej reakcji. Na przykład w niedzielę miałem spotkanie z osobami niesłyszącymi tutaj, w okręgu tyskim. Zaczęliśmy przed czternastą, skończyliśmy coś przed osiemnastą. I naprawdę, czas nam zleciał w bardzo miłej i pięknej atmosferze. To są takie momenty, którymi bardzo się cieszę, które dla mnie są nadzieją.

Obawy też są, one będą.

- Osoby niewidome mają swój centralny ośrodek w Laskach koło Warszawy. Czy osoby niesłyszące też mają taki punkt, takie ważne miejsce?

- Jest ich w Polsce kilka. Jeżeli chodzi o punkty duszpasterskie, to takim ważnym ośrodkiem są katowickie Panewniki, ponieważ tam powstawały zręby krajowego duszpasterstwa niesłyszących. Dlatego też historycznie Krajowy Duszpasterz jest księdzem związanym z diecezją katowicką. Obok Panewnik ważnym miejscem jest Kałków, gdzie ks. Wala wiele, wiele lat temu tworzył coś w formie miasteczka osób niesłyszących. Tam też są organizowane doroczne pielgrzymki osób niesłyszących. Innym ważnym miejscem dla osób niesłyszących jest w naszym regionie Góra św. Anny czy Jasna Góra. Od kilku lat wysuwa się na prowadzenie – jeśli można tak powiedzieć – Rudnik nad Sanem, gdzie wspomniany ks. Wala próbuje stworzyć dom rekolekcyjny dla osób niesłyszących. Są tam obecne Siostry Salezjanki Świętych Serc. To zgromadzenie zakonne zostało powołane w Kościele dla niesienia pomocy osobom niesłyszącym. W Polsce są aktualnie dwie siostry migające.

Dla osób niesłyszących każdym takim ważnym miejscem jest ośrodek szkolno-wychowawczy, który w danym regionie nadaje ton ich życiu, ponieważ to tam spędzają najwięcej czasu.

- Ile punktów duszpasterskich dla niesłyszących działa w naszej katowickiej diecezji?

- W naszej diecezji tych punktów duszpasterskich jest dużo: trzy w Katowicach, po dwa w Wodzisławiu Śl. i Rudzie Śl., a także w Tychach, Rybniku, Żorach, Jastrzębiu Zdroju, Pszczynie, Chorzowie.

- Ile osób w Polsce ma problemy ze słuchem?

- Trudno odpowiedzieć na to pytanie, bo zależy, z której strony na to popatrzeć. Pierwszy problem to określenie, kto tak naprawdę jest osobą niesłyszącą. Wiadomo, że ktoś może stracić słuch w wyniku wykonywanej pracy. Mamy wielu tzw. inwalidów słuchu, którzy w wyniku pracy tracą słuch. Do takich osób zalicza się mój dziadek. Ale – i to jest ważne – on, podobnie jak i inni inwalidzi słuchu, nie używa języka migowego, radzi sobie, czytając z ruchu warg. Tu, na Śląsku, wielu górników, hutników boryka się z utratą słuchu lub z obniżeniem jego zdolności, więc oni też poniekąd w tę grupę wchodzą, chociaż nie uczestniczą w duszpasterstwie, które zorganizowane jest wokół języka migowego.

Natomiast samo środowisko osób niesłyszących, używających języka migowego, też jest niejednorodne.  W tym gronie są osoby, które urodziły się jako niesłyszące – i zależnie od stopnia ubytku słuchu będą różnie funkcjonowały. Są osoby, które utraciły słuch jako małe dzieci, ale słuch pamiętają. Też będą inaczej funkcjonować. Są osoby, które utraciły słuch i go nie pamiętają. Są osoby, które jako jedyne w rodzinie urodziły się głuche, ich język i sposób funkcjonowania też będzie inny.

Na dobrą sprawę, wszystko zależy od tego, jaki mamy poziom ubytku słuchu i w jakim momencie życia ten ubytek słuchu nastąpił. Te dwa kryteria będą nam dość mocno warunkowały używanie języka migowego. Dla jednych język migowy stanie się głównym narzędziem komunikacji, dla innych będzie narzędziem dodatkowym, wspomagającym komunikację. Albo okaże się w ogóle niepotrzebny, ponieważ coraz więcej osób korzysta z tzw. implantów, odbierających bodźce zewnętrzne i przekazujących je bezpośrednio do ośrodków w mózgu. To jest kolejna odrębna grupa osób niesłyszących. Jak widać, to środowisko jest bardzo niejednorodne. Dlatego dobrym kluczem jest trzymanie się dwóch wymienionych wyżej kryteriów: kiedy nastąpił ubytek słuchu i w jakim stopniu. Trzecie pomocne kryterium to środowisko, w którym dana osoba żyje. Inaczej będzie wyglądała sytuacja osób, które urodziły się jako niesłyszące w rodzinie słyszących – wtedy te osoby bardzo często korzystają z implantów. Inaczej będzie wyglądała sytuacja osób niesłyszących, które rodzą się w rodzinie niesłyszących.

Ze względu na swoją niejednorodność, środowisko to jest trudne w opisie statystycznym. Osobiście spotkałem się z bardzo rozbieżnymi statystykami, według których osób niesłyszących jest w Polsce między 200 tys. a 400 tys.

- Jakiej pomocy ze strony duszpasterzy oczekują osoby niesłyszące i jak można im pomóc?

- Wystarczy sobie wyobrazić taką sytuację, że jadę do jakiegoś kraju i nie znam języka – jak ja się czuję? Tak samo się czuje osoba niesłysząca w stosunku do mnie. Jeśli jeszcze nie znam języka migowego, to trudno jest znaleźć wspólną linię kontaktu. Jeśli to jest taki typowy głuchy, czyli urodzony jako osoba niesłysząca, nie pamiętająca słuchu, dla niego nasz język polski jest językiem obcym. Dlatego pierwszą pomocą, jaką trzeba okazać, jest po prostu pomoc w postaci tłumaczenia. Dosłownie, tak jak tłumacz języka obcego, tak my „wskakujemy” jako tłumacze. Tutaj czasami nawet kartka papieru i długopis nie pomoże – ponieważ jeśli jest to typowy głuchy, to dla niego tekst spisany także jest językiem obcym. Stąd nasza pomoc polega na towarzyszeniu, na pełnieniu funkcji tłumacza, na byciu takim towarzyszem w poznawaniu świata słyszących.

To tłumaczenie ma także inne, szersze znaczenie. Chodzi o tłumaczenie prawd wiary. Język religijny jest dość trudny sam w sobie. Trzeba pojęcia filozoficzne, teologiczne oddać językiem gestów. To nie jest łatwe zadanie. Niesłyszący chcą poznać Boga, chcą wierzyć, chcą chodzić do kościoła. Ale często język jest ogromną barierą. Dlatego naszym obowiązkiem jest cierpliwe towarzyszenie w doświadczeniu wiary i jeszcze cierpliwsze tłumaczenie prawd wiary. 

Osoby niesłyszące naprawdę zawsze bardzo się cieszą, kiedy widzą kogoś, jak stara się migać. Nawet, jak to jest koślawie zamigane, to głusi od razu chcą poprawić, podpowiedzieć, jak to lepiej zamigać, jak to zakomunikować, żeby to było bardziej czytelne. Jest to środowisko, które na ogół bardzo sobie ceni tych, którzy przychodzą do nich. My tam jesteśmy gośćmi, to jasne. Natomiast, przynajmniej ci, którzy korzystają z pomocy duszpasterskiej, to ludzie naprawdę bardzo życzliwi, bardzo sympatyczni, bardzo otwarci i bardzo chcący poznawać ludzi, którzy uczą się języka migowego.

- Tak chyba jest najczęściej, że to my mamy problem z nimi, nie oni z nami i z naszym światem…

- Dokładnie tak jest.

- Czy miga się tak jak mówi fonicznie – w różnych językach, czy też język migowy jest wspólny dla wszystkich języków?

- Nie ma jednego języka migowego. Była próba tworzenia takiego wspólnego języka migowego, ale nie do końca jest to możliwe. Język migowy ma pewne zręby wspólne, natomiast różnić nas będzie leksykografia, czyli dobór słownictwa, odmiana wyrazów. Po pierwsze, trzeba odróżnić naturalny język migowy od języka migowego, którym posługują się osoby słyszące – tzw. systemu języka miganego.  Są to dwie rzeczywistości, wzajemnie ze sobą skorelowane, ale jednak odrębne.

Język naturalny migowy to język, który powstaje w środowisku niesłyszących jako ich własny język. On ma wtedy swoją gramatykę, swoją strukturę, swoje słownictwo. I ten język powoli jest opisywany. Natomiast jest jeszcze system językowo-migowy – obrazowo mówiąc, jest to narzędzie komunikacji, w którym my wykorzystujemy znaki języka migowego, ale używamy gramatyki naszego języka polskiego. I na ogół ten system wykładany jest w szkołach dla niesłyszących.

Dlaczego coś takiego? Ponieważ chodzi o to, żeby osoby niesłyszące odnalazły się w świecie słyszących. Jeżeli zostawimy tylko język naturalny, który ma odrębną gramatykę od języka polskiego, ma zupełnie inny układ zdania, funkcje gramatyczne, które w naszym języku fonicznym nie występują, to osoba niesłysząca niekoniecznie poradzi sobie w świecie słyszących. Jakakolwiek informacja zapisana jest w języku gramatycznym polskim, a nie migowym. W tym momencie mamy rozdźwięk między tymi dwoma światami.

Jeśli chodzi o samą strukturę języka migowego, to nawet w Polsce nie jest on jednorodny: inaczej miga się na północy kraju, inaczej na południu. Znak „herbata” na przykład, znam w kilku wariantach. Dla niesłyszących nie jest to problem, oni szybciej się dogadają między sobą niż my jako osoby słyszące, które wchodzą w ten świat. To my mamy problem, ponieważ musimy uczyć się wariantywności języka migowego.

Podobnie jest w ogóle z rodzinami języka migowego na świecie. Może być taka sytuacja na przykład, że użytkownicy języka migowego w obrębie kultury angielskojęzycznej spokojnie porozumieją się na Wyspach Brytyjskich, ale jadąc do Stanów Zjednoczonych już niekoniecznie. Za to użytkownikom języka migowego ze Stanów Zjednoczonych łatwiej będzie się dogadać z użytkownikami języka migowego hiszpańskojęzycznymi, mieszkającymi w Ameryce Południowej. Chodzi o bliskość terytorialną. Nasz polski język migowy jest bardzo podobny w strukturze do francuskiego języka migowego. A to wszystko przez to, że ks. Jakub Falkowski studiował we Francji i stamtąd zaczerpnął wzorce. To, czego nauczył się we Francji, przeszczepił na Polskę.

Sam język migowy powstaje naturalnie, oddolnie. Wymaga uporządkowania i opisu gramatycznego, opisu językoznawczego. Natomiast na pewno nie jest to język jednorodny. Osoby niesłyszące z tą wariantywnością nie mają problemu, one między sobą spokojnie się dogadają. My, jako osoby słyszące wchodzące w ich świat, możemy mieć z tym problem.

Musimy też mieć świadomość tego, że jeśli chodzi o sytuację w Polsce, to wciąż ponosimy konsekwencje zaborów. Język migowy w Polsce rozwijał się równolegle w obrębie trzech języków fonicznych: polskiego, niemieckiego, rosyjskiego, a w niektórych regionach także i czeskiego. I to, siłą rzeczy, wpływa na język, bo język nie tworzy się w próżni, lecz powstaje w interakcji, także z językiem fonicznym. Więc w czasie zaborów gramatyka języka niemieckiego, gramatyka języka rosyjskiego wpływały na użytkowników języka migowego.

Próbowano w Polsce ujednolicić język migowy – w tym celu w latach 90. XX wieku pracowała komisja unifikacyjna. Jej skutkiem jest podział w środowisku niesłyszących w Polsce na „stare znaki” i „nowe znaki”. Pojęcie „stare znaki” oznacza język migowy i dobór słów, tak zwanych ideogramów, sprzed pracy komisji unifikacyjnej, a „nowe znaki” to owoc pracy komisji unifikacyjnej. Na ogół na kursach korzysta się właśnie z tych „nowych znaków”.

Mamy zatem taki dwupodział tego języka. Nie jest to dla nas łatwe i zrozumiałe; po prostu musimy wejść w to środowisko. Prowadząc kurs, zawsze powtarzam, że uczę tylko i wyłącznie podstaw, pierwszych kroków komunikacji językiem migowym w odmianie systemowej. Dlatego proszę moich studentów, aby wchodząc w środowisko, uczyli się języka migowego od osób niesłyszących. To jest najlepsza szkoła dla nich. Podobnie jest zresztą podczas nauki jakiegokolwiek języka fonicznego. Mogę uczyć się języka angielskiego, francuskiego w szkole i tylko na tym etapie pozostać, a wiadomo, że inaczej będę posługiwał się językiem, jeśli pojadę do danego kraju i tam osłucham się z tym językiem faktycznie. Najlepszy lektor nie zastąpi mi żywego kontaktu z językiem. W języku migowym jest dokładnie tak samo. Uczę tylko podstaw, całą reszta to po prostu bycie z tymi ludźmi, praca w środowisku. Tym bardziej, że mamy sporą wariantywność tego języka.

- Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę Bożego prowadzenia w nowej posłudze.

Autorzy tekstów, S. Aleksandra, Polecane

Kim jesteśmy?

Rozważania różańcowe

N P W Ś C P S
28 29 30 31 1 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
Dzisiaj: 18.11.2018