Autorzy tekstów, pozostali Autorzy, Miesięcznik, Numer archiwalny, 2018nr1

Postawić na Chrystusa

Rozm. ks. Wojciech Bartoszek

dodane 2018-01-02 09:44

zdjęcie: 2RYBY.PL

Rozmowa ze znanym i cenionym rekolekcjonistą, ks. Piotrem Pawlukiewiczem.

KS. WOJCIECH BARTOSZEK: – Wielokrotnie odpra­wiał Ksiądz Msze święte radiowe z homi­liami dla chorych w Bazylice Świętego Krzyża w Warszawie, dzięki czemu głos Księdza jest bardzo rozpoznawalny dla czytelników „Apostolstwa Chorych”. Teraz sam Ksiądz choruje. Jak radzi sobie Ksiądz z tym doświadczeniem?

KS. PIOTR PAWLUKIEWICZ: – Krótko mówiąc: nie jest źle. Dzięki dobroci i życzli­wości ludzi potrafię funkcjonować w codziennych sytuacjach. Pomagają mi zarówno koledzy księża, jaki i obcy ludzie na ulicy. Tak często spotykam się z bezinteresownością i życzliwo­ścią ludzi, że aż czasem kusi mnie, aby powiedzieć, że fajnie się choruje. Ale oczywiście choroba nie odpowiada naszej naturze i naszemu dążeniu do szczęścia. Trudno jednak wyobrazić sobie świat bez cierpienia. Osoby chore nas pouczają, są dla nas światłem, choć bywają nieraz trudne i uciążliwe. Cza­sem doświadczenie choroby jest dane po to, by nawrócił się nie sam chory, ale jego rodzina i otoczenie. By to oni odkryli, co jest ważne i wartościowe.

– Na co Ksiądz choruje?

– Mam chorobę Parkinsona. Mija właśnie 10 lat, odkąd wspólnie wędru­jemy sobie przez życie – ja, czyli Piotr Pawlukiewicz i pan Parkinson.

– Choć to z pewnością trudna sytuacja, podchodzi Ksiądz do tego z dystansem.

– To łaska Boża. W chorobie moż­na się załamać, usiąść w kącie i mieć pretensje do Boga i do ludzi. Ja tego nie czuję. Odwiedziłem niedawno w szpitalu osobę po wylewie. Leżała podłączona do kroplówek, nie mogła nic powiedzieć – przykry widok. Takie sytuacje pozwalają mi dziękować za moją chorobę i z większą życzliwością patrzeć na pana Parkinsona, który ow­szem, ogranicza mnie, ale nigdy mnie nie doprowadził do tak ciężkiego stanu, w którym znajduje się wielu chorych.

– Spotykamy się na rekolekcjach dla kapelanów szpitalnych na Jasnej Górze, które Ksiądz prowadzi. Zastanawiam się, skąd czerpie Ksiądz na to wszystko siłę?

– Na razie jestem jeszcze czynny i działam. Kiedyś z pewnością przyjdzie taki moment, że będę musiał odmó­wić komuś poprowadzenia rekolekcji. To będzie dla mnie chwila przełomo­wa w życiu. Wtedy zostaną już tylko nagrania i płyty. To jest normalne i liczę się z tym. Ale póki co, głoszę, ile mogę.

– Bo głoszenie Słowa Bożego to przecież Księdza główny charyzmat.

– Tak, chociaż ja się zupełnie tego nie spodziewałem. Dzisiaj widzę z perspektywy czasu, jak Pan Bóg to prowadził, jak On to rozgrywał. Te­raz wiem, że nawet uwagi, które do­stawałem w szkole do dzienniczka za gadanie na lekcjach, były w jakimś sensie przygotowaniem mnie do misji kaznodziejskiej. Bo rzeczywiście dużo gadałem, ale dzięki temu bardziej in­teresowało mnie też słowo i rozmaite literackie formy. Wprawiałem się po prostu w tym gadaniu.

– A czy można powiedzieć, że obecnie ta droga głoszenia Słowa odbywa się w Księdza życiu także – paradoksalnie – jakby pozasłownie?

– Chyba tak. Byłem ostatnio na re­kolekcjach i na ich zakończenie uczest­niczki powiedziały mi, że zrobiło na nich wrażenie przede wszystkim moje świadectwo życia. To, co mówiłem, też im się podobało, ale ponoć najbardziej przemówiło do nich moje poruszanie się o lasce przy ołtarzu. No, być może właśnie takiego świadka Pan Bóg po­trzebuje… Zobaczymy, nie chwalmy dnia przed zachodem słońca.

– Apostolstwo Chorych to ofiarowanie cierpienia razem z Panem Jezusem za Kościół. Jest to droga głęboko sensow­na, choć bardzo trudna.

– Co do choroby i cierpienia, to o wiele łatwiej teoretyzować na ich te­mat, niż realnie je przeżyć. Codzienne doświadczanie jakiejś fizycznej niemocy, uczy pokory, bo nieraz trzeba popro­sić innych o pomoc w najprostszych czynnościach. Jak już wspomniałem, spotykam się z wieloma gestami dobroci ze strony ludzi, więc z pewnością jest mi łatwiej. Osoby chore mają ważną misję do spełnienia również w tym sensie, że często ich stan wyzwala w innych mi­łość i współczucie, skłania do zrobienia czegoś dobrego.

– Z Księdza słów tchnie optymizm. Ale z pewnością przeżywa Ksiądz również trudne chwile w chorobie.

– Póki co, staram się zbytnio moją chorobą nie przejmować. Nie czytam na jej temat, nie analizuję. Mam jednak świadomość, że przyjdzie czas, że nie będę mógł prowadzić samochodu albo nie będę umiał samodzielnie się ubrać. Na razie jeszcze to robię, choć zajmuje mi to więcej czasu. Wiem, że kiedyś choroba zabierze mi dużo więcej, że być może będę musiał wszystko oddać.

– Często zwracał się Ksiądz do osób cierpią­cych w słowach homilii. Co powiedziałby Ksiądz do nich dzisiaj, w sytuacji osobi­stego doświadczenia choroby?

– Powiedziałbym, by nie szukali zro­zumienia, ale starali się przeżyć ten czas tak, jak zrobił to Chrystus. Siła i moc Chrystusa pochodziły z Jego relacji z Oj­cem – On działał w zjednoczeniu z Nim. Dlatego w chorobie i cierpieniu trzeba postawić nie na siebie, ale na Chrystusa! Ja i każdy chory człowiek mamy szansę być bardziej szczęśliwi, niż wielu zdro­wych, jeśli tylko będziemy trzymali się Chrystusa.

– A jest Ksiądz szczęśliwy?

– Ksiądz Jan Twardowski napisał ge­nialne słowa: „Krzyż to takie szczęście, że wszystko inaczej”. I ja widzę, że to się sprawdza. Bo będąc w mojej sytuacji, można kibicować amerykańskim leka­rzom, by wynaleźli jakieś lekarstwo na tę chorobę, ale można też mówić: „Chryste, bierz, ile chcesz, tylko ocal mnie!”.

– Bardzo dziękuję Księdzu za rozmowę i za te słowa.


Numer archiwalny:

Zobacz całą zawartość numeru ►

N P W Ś C P S
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 9
10 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 27 28 29 30
1 2 3 4 5 6 7
Dzisiaj: 22.06.2018