Bartoszek Wojciech, Homilie, Autorzy tekstów, Teksty polecane

Nauczyć się rozeznawać

ks. Wojciech Bartoszek

dodane 2017-03-25 18:53

zdjęcie: www.freechristimages.org

Homilia Krajowego Duszpasterza Apostolstwa Chorych wygłoszona w IV niedzielę Wielkiego Postu, 26 marca 2017 roku w parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Kłodnicy.

Siostry i bracia

Rekolekcyjną drogę naszego nawrócenia wyznaczają Liturgie Słowa kolejnych niedziel Wielkiego Postu. W czasach starożytności chrześcijańskiej, Wielki Post, oprócz wezwania do pokuty, stanowił również okres bezpośredniego przygotowania katechumenów – osób dorosłych do przyjęcia chrztu. Udzielano go podczas celebracji Wigilii Paschalnej. Przygotowanie katechumenów obejmowało przyjęcie odpowiedniej nauki, modlitwę nad nimi, tzw. egzorcyzm oraz uczestnictwo w skrutyniach. Z j. łacińskiego „scrutor” oznacza: badam, doświadczam, próbuję. Podczas skrutyniów badano kandydatów na chrześcijan, czy są gotowi przyjąć naukę Chrystusa i wypełnić ją. My, w większości, przyjęliśmy chrzest w wieku niemowlęcym, w okolicach daty naszego urodzenia. Nasi rodzice wzięli na siebie (lub też nie) obowiązek wychowania nas w wierze. To oni nas „próbowali”. Wspominamy, iż różne „próby” wychowujące nas do niedzielnej Eucharystii, codziennej modlitwy porannej, wieczornej, comiesięcznej spowiedzi świętej, wychowujące do czystości przedmałżeńskiej, wierności w małżeństwie, odpowiedzialności za drugiego, uczciwości, męstwa w życiu były bardzo ważne. Obecnie, uczestnicząc we mszach świętych oraz słuchając Liturgii Słowa III, obecnej – IV oraz przyszłej – V Niedzieli Wielkiego Postu mamy okazję przeżyć niejako na powrót drogę naszej chrześcijańskiej formacji. Liturgie Słowa trzech kolejnych niedziel Wielkiego Postu stanowią owe wspomniane skrutynia. Mamy okazję uzmysłowić sobie podczas rekolekcji wartość naszej wiary. Być może na co dzień nie zawsze zdajemy sobie sprawy z jej znaczenia. Poznajemy ją w konfrontacji z osobą niewierzącą, nieochrzczoną, czy też z osobą wyznającą inną religię.

Kilka lat temu uczestniczyłem w Wigilii Paschalnej w katedrze Notre Dame w Paryżu. Pierwszy raz w życiu byłem świadkiem – dosłownie – łez szczęścia dorosłych osób, które przyjmowały podczas liturgii chrzest święty. Zwłaszcza wspominam pewną Afrykankę, która uczestniczyła w obrzędzie przyjęcia chrztu w pięknym regionalnym stroju. Po przyjęciu sakramentu z rąk biskupa Paryża kobieta ta nie potrafiła pohamować szczęścia i zalała się łzami.

Siostry i bracia

Tematyka dzisiejszej Liturgii Słowa koncentruje się wokół dwóch symbolicznych rzeczywistości: światła i ciemności; dnia i nocy. W Kosmosie Słońce jako gwiazda „daje życie” planetom, one krążą wokół Słońca, tzw. zaś czarne dziury są przestrzeniami, w których dokonuje się unicestwienie materii. Począwszy od pierwszej księgi Pisma Świętego światło, jasność symbolicznie utożsamiane były z Bogiem; analogicznie zaś ciemność, noc z panowaniem zła. Chrystus – pamiętamy – zmartwychwstał o poranku, kuszony zaś był w Ogrójcu w nocy, w chwili Jego śmierci ciemności zaległy ziemię. Wspomniana Liturgia Wigilii Paschalnej i związana z nią symbolika światła, wydobywa pięknie duchowe przejście z ciemności grzechu do światłości życia Bożego. Według nauczania biblijnego życie w światłości to postępowanie według pouczeń Boga, życie w ciemności zaś jest przeciwieństwem. Słyszymy słowa św. Pawła z drugiego czytania: „Niegdyś byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości! Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda. (…) Nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności.” Przeglądając tytuły współczesnych filmów można zastanowić się, która z rzeczywistości światła, czy ciemności jest bardziej popularna i która bardziej przyciąga widzów. Pamiętamy zasadę, którą podaliśmy podczas rozważań zeszłej niedzieli, iż to kim człowiek jest, rodzi się w dużej mierze z tego, czym się karmi.

Życie chrześcijanina to wyjście z ciemności, wyjście „z tego świata”; to umiejętność spojrzenia na świat „oczyma Jezusa”, to umiejętność ROZEZNANIA, tj. przyjęcia „Światła” – dobra Boga oraz odrzucenia „ciemności”, zła złego ducha. Nie ma sytuacji pośredniej. Św. Paweł w Liście do Efezjan mówi o badaniu. Coraz częściej dokonuje się zacieranie granic między jedną a drugą rzeczywistością. Przypominają się słowa z Apokalipsy: „Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust” (Ap 3, 15-17). Dla Boga najgorsza jest letniość, połowiczność w naszej wierze, oparcie się jedynie na zewnętrznych przyzwyczajeniach. Pewien kapłan dzielił się kiedyś spostrzeżeniem podczas odwiedzin duszpasterskich u chorej osoby, której przyniósł Komunię świętą. Oprócz krzyża na stole i stojących obok świec u chorej, stał w niedalekiej odległości również posążek małego Buddy; tak na wszelki wypadek… Można w tym miejscu poczynić pewną dygresję, iż Kościół rozkładają najbardziej nie skandale, ale letniość wiary jego członków.

Wspomnianą umiejętność badania, rozeznania nabywamy dzięki Słowu Bożemu, komentarzowi do tego Słowa przekazanemu nam przez Kościół oraz dzięki własnej osobistej refleksji i szczeremu pragnieniu poznania prawdy. Elementy rozeznania: kryteria życia w świetle oraz kryteria życia w ciemności, obecne są w dzisiejszej Ewangelii.

Jej bohaterem jest uzdrowiony niewidomy żebrak. Jego choroba – ślepota była bardzo dotkliwa. Człowiek ten nie widział od urodzenia. Żył w ciemnościach od pierwszych chwil swojego życia. Nie posiadał wyobraźni kolorów, nie miał wyobraźni przestrzennej. Czasami spotykam się z osobami z Polskiego Związku Niewidomych. Chciałbym w tym miejscu wspomnieć panią Basię. Straciła wzrok 15 lat temu. Żyje – można powiedzieć – w ciemnościach zewnętrznych, ale na pewno nie w ciemnościach wewnętrznych. Zachorowała ostatnio na inną chorobę. Nie ma w niej zniechęcenia, ale ufność; wczoraj mówiła mi o nadziei. Pełna jest optymizmu i … wiary. Lubi czytać wieczorami Pismo Święte. Czyni to korzystając z Biblii napisanej pismem Braila. Na zewnątrz niej panują ciemności, nieraz dosłownie. W pokoju, w którym czyta jest zgaszone światło. Tych ciemności nie ma jednak w swoim sercu. Założycielka Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach pod Warszawą, Matka Elżbieta Róża Czacka uczyła, iż trzeba wspierać nie tylko tych, którzy są ociemniali, ale przede wszystkim tych, którzy nie widzą duchowo.

Pani Basia jest niewidoma od jakiegoś czasu, ewangeliczny bohater od urodzenia. Jak smutne musiało być jego życie, wskazuje jego żebractwo. Był na marginesie społecznym nie tylko ze względu na swoją ślepotę. Jedni uważali, iż przyczyną wrodzonej choroby dziecka jest grzech rodziców. Inni sądzili, iż przyczyna kalectwa, choroby tkwi w grzechu popełnionym przez dziecko w łonie matki. Jezus odrzucił zarówno jedno i drugie. Nie oznacza jednak, iż w ogóle zaprzeczył wszelkiemu związkowi między grzechem a chorobą. Uzdrawiając innego chorego, paralityka – pamiętamy – powiedział: „Nie grzesz więcej, aby cię nie spotkało coś gorszego” (J 5, 15). W przypadku niewidomego Jezus wskazuje, iż na nim mają dokonać się dzieła Boże. Dzięki niewidomemu, który podwójnie odzyskuje wzrok, w sensie dosłownym i duchowym, inni paradoksalnie tracą jasność spojrzenia, stają się ślepcami, ogarnia ich mrok, mrok duchowy. „Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać” – mówi Jezus do uczniów.

Istotna jest intencja, którą się kieruje. Czytamy w Ewangelii słowa Chrystusa: „Trzeba nam pełnić wolę Tego, który Mnie posłał”. Owe „trzeba nam” jest wyrazem pragnienia Boga Ojca. W pragnienie to wszedł Jezus. Nakładając błoto na oczy niewidomego, czyni gesty podobne do tych, które czynił Bóg Ojciec lepiąc człowieka z gliny. Jezus na powrót lepi człowieka, stwarza go w sposób duchowy, prowadzi go do wiary. Celem uzdrowień Jezusa jest objawienie się Królestwa Boga, jest poprowadzenie uzdrowionego i innych do wiary.

Uzdrowiony zaczyna postępować w świetle. Widzi najpierw w sensie dosłownym. Trudno nam, widzącym od urodzenia, wyobrazić sobie, jaka musiała nastąpić zmiana jakości jego życia. Dopowiem pewną uwagę: z rozmów z osobami niewidomymi, czy niedowidzącymi – jeśli ktoś nas zapyta na przystanku, jaki autobus, czy też tramwaj nadjeżdża, to nie wyrażajmy zdziwienia tym pytaniem, bo może się okazać, iż rozmawiamy właśnie z niewidomym, który zapomniał białej laski. Wracając do uzdrowionego z Ewangelii i jego reakcji, domyślamy się, iż zaczyna on widzieć kolory, przestrzeń, kształty znane mu do tej pory jedynie dzięki dotykowi, widzi konkretne osoby, rzeczy. Zaczyna – podobnie jak w przypadku Samarytanki, o której mówiła zeszłotygodniowa Ewangelia – etapami rozpoznawać Jezusa. Punktem kulminacyjnym stało się jego wyznanie wiary w Jezusa jako Syna Bożego oraz oddanie Mu pokłonu. Równocześnie – niejako spontanicznie się to dokonuje – uzdrowiony zaczyna głosić Ewangelię innym, zaczyna ewangelizować. Niezwykła jest pedagogia działania Jezusa. Jezus nie tylko bezpośrednio głosi Dobrą Nowinę. Jego ulubionym sposobem działania jest przekazanie tej władzy swoim uczniom. Komu ją przekazuje? Tym z marginesu, którzy stają się najgorliwszymi apostołami, bo doświadczyli Jego uzdrawiającej miłości. Symboliczna w tym miejscu staje się nazwa sadzawki, do której Jezus odesłał uzdrowionego człowieka: Siloe oznacza „posłany”. Uzdrowiony ze ślepoty żebrak został posłany przez Jezusa.

Kogo ewangelizuje uzdrowiony ślepiec? Tych, którzy jako pierwsi powinni wyznać wiarę w Jezusa jako Syna Bożego: sąsiadów, faryzeuszów i swoich rodziców. Smutna w przebiegłości staje się psychologia ich zaślepienia. Posiada konkretne cechy. Faryzeusze nie tylko nie potrafią zmierzyć się z faktem, który się rzeczywiście dokonał – uzdrowienia, ale jednocześnie odrzucają Tego, który uzdrowił – Jezusa Syna Bożego. Są skoncentrowani na sobie, na czystej literze Prawa, według której w szabat nie można leczyć. Zatwardziałość ich serca przejawia się w złości, w krytykanctwie (nie ma w nich szczerego dążenia do prawdy), ostatecznie prowadzi do podziału między nimi (w języku oryginalnym dosłownie czytamy, iż dokonała się między nimi schizma), ponadto wyrzucają uzdrowionego ze wspólnoty.

Zupełnie inaczej reaguje uzdrowiony żebrak. Wyznanie wiary w Jezusa jest konsekwencją jego postawy. Szuka prawdy, jest otwarty na nią, przytacza niezbite fakty, kieruje się pokorą (nie krytykuje faryzeuszów, odpowiada na ich pytania). Jest wdzięczny Jezusowi za okazane dobro (oddaje Mu pokłon). Patrzy na świat „Jego oczyma”. I chociaż jest wyrzucony ze wspólnoty, czuje się szczęśliwy.

Owe wyrzucenie ze wspólnoty bibliści tłumaczą kontekstem historycznym napisania Ewangelii św. Jana. Chrześcijanie pochodzący z judaizmu, byli wyłączani ze wspólnot żydowskich. Było to powodem ich wielkiego bólu. Św. Jan przywołując historię uzdrowionego, chciał podnieść na duchu tych ludzi. Myślę, iż pewną analogię możemy poczynić odwołując się do czasów współczesnych, gdy dla poprawności politycznej nieraz się chce zamknąć usta chrześcijanom. Chrześcijanie zaś nie zawsze mają  odwagę stanąć po stronie prawdy. Św. Jan przywołując historię wyłączenia ze wspólnoty uzdrowionego przez Jezusa ślepca, pragnie dodać nam odwagi, by nie bać się bronić wartości chrześcijańskich, np. tych dotyczących klauzuli sumienia lekarzy, pielęgniarek, czy farmaceutów; wartości każdego życia (także osób chorych, niepełnosprawnych) od chwili poczęcia do naturalnej śmierci. Mówię o tym w kontekście wczorajszego Dnia Świętości Życia. Można by w tym miejscu przywołać wiele innych sytuacji w naszym życiu, w których powinno dokonać się ROZEZNANIE DUCHOWE. Chciałbym na koniec naszych rozważań wydobyć jedną sytuację.

Zaślepieni faryzeusze na potrafili dostrzec dobra, które przyniósł Jezus, konsekwencją tego był brak wdzięczności z ich strony. Inaczej reagował uzdrowiony. Patrzeć „oczyma Jezusa” na świat to między innymi posiadać umiejętność wydobywania dobra, które jest w nas i w naszych bliźnich. To umiejętność nazywania dobra po imieniu. To kontemplacja tego dobra. W pierwszym czytaniu usłyszeliśmy opis wybrania Dawida. Autor Księgi natchnionej przywołał słowa Boga, którymi miał się kierować Samuel wybierając króla: „Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, (…) nie tak bowiem człowiek widzi, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce”. Bóg wybrał Dawida, bo wiedział co jest w jego sercu, chociaż zewnętrzne, ludzkie kryteria mówiły coś innego. Spróbujmy i my dostrzec serce człowieka, co w nim jest, ile dobra. Nieraz to właśnie osoby chore, niepełnosprawne, czy też osłabione wiekiem stają się niezwykłym darem dla społeczeństwa. Dlatego na dzisiejsze popołudniowe spotkanie pragnę zaprosić wszystkie wdowy, wdowców, osoby samotne, chore i niepełnosprawne. Amen.

N P W Ś C P S
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 9
10 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 27 28 29 30
1 2 3 4 5 6 7
Dzisiaj: 22.06.2018