Cierpienie u św. Miriam od Jezusa Ukrzyżowanego

Była pewna, że Bóg przychodzi do człowieka w postaci cierpienia oraz że to właśnie ono jest najbardziej uprzywilejowanym stanem życia na ziemi, bo gdy zwiąże się je z Chrystusem, łamie ono potęgę zła na ziemi.

2026-08-12

Święta Miriam Baouardy, czyli Miriam od Jezusa Ukrzyżowanego, znana bardziej jako Mała Arabka, żyła w II połowie XIX wieku. Rodowita Palestynka, urodziła się w Abellin w Galilei, w katolickiej rodzinie obrządku greckomelchickiego. Jest jedną ze świętych, którą niemal ukształtowało cierpienie.

Siostra bieda i wczesne osierocenie

Od najmłodszych lat towarzyszyła jej bieda. Dziesięcioro jej rodzeństwa szybko pożegnało się z życiem, po części z powodu ubóstwa. Pozostał jej tylko jeden brat – Boulos (Paweł), bo rodzice umarli niemal jednocześnie, gdy miała trzy lata. Dwójką dzieci opiekowali się więc wujowie. Jeden z nich, mieszkający w Abellin, zaadoptował Miriam, drugi, zamieszkały w Tarshiha – jej brata. Rozdzielone rodzeństwo już nigdy się nie spotkało. Wuj wraz z Miriam przeniósł się do Egiptu (Aleksandria). Były to najspokojniejsze lata jej życia: rosła pod czujnym okiem wujostwa, traktowana przez nich jak własne dziecko. Bez przeszkód rozwijała się religijnie. Od siódmego roku życia spowiadała się co tydzień. W 8. roku życia przystąpiła do I Komunii świętej. Wtedy upewniła się w określonej drodze i planach na życie. Kiedyś grzebiąc w ogrodzie martwe ptaszki, usłyszała w swym sercu słowa: „Wszystko na ziemi przemija. Kim jesteśmy? Niczym, jedynie prochem, a Bóg jest tak wielki i dobry. On jest Miłością, a nie jest miłowany! Jeśli oddasz mi swe serce, Ja pozostanę z tobą na zawsze”.

Gdy Arabka miała 12 lat, wuj zamierzał ją wydać za mąż za kuzyna z Kairu. Gdy już ruszyły przygotowania do ślubu, Miriam obcięła sobie włosy i ujawniła, że oddała swe serce Jezusowi, pragnąc pozostać dziewicą. Na tę wieść wuj wpadł w szał, wyrzucił ją z domu i umieścił z niewolnikami i służbą. Straciła wszelkie prawa, nie wolno jej było nawet chodzić do kościoła. Najgorsze prace, poniżanie, pozbawienie dostępu do mszy i sakramentów nie złamały jednak dzielnej dziewczyny.

Siostra tułaczka

Miriam szukała kontaktu z bratem, podyktowała do niego list (była niepiśmienna), jednak muzułmanin, który zaofiarował się ten list przekazać, próbował zmusić ją do przejścia na islam. Gdy spotkał się ze zdecydowaną odmową, szablą poderżnął jej gardło. Aby zatrzeć dowody zbrodni wraz z żoną i matką, zawinął zwłoki w olbrzymi welon i porzucił w odludnym miejscu.

Miriam jednak w cudowny sposób odzyskała przytomność w jakiejś grocie, gdzie zaczęła się nią opiekować tajemnicza kobieta. Ślad podciętego gardła – ślad pieczętujący zaślubiny pozostał na jej ciele do końca życia. Po wielu latach badający ją lekarz ateista stwierdził, że z takim okaleczeniem nie miała prawa żyć, a tym bardziej mówić, bo uszkodzona została tchawica. Miriam skwitowała to wydarzenie: „Byłam martwa, mą duszę wzięto do nieba. A to był początek drogi”. Tajemnicza kobieta, w której Miriam rozpoznała Maryję, powiedziała jej: „Nie zobaczysz już swojej rodziny; wyjedziesz do Francji, gdzie wstąpisz do zakonu. Będziesz najpierw dzieckiem św. Józefa, zanim staniesz się córką św. Teresy. Przyjmiesz habit karmelitański w jednym domu zakonnym, śluby złożysz w drugim, a umrzesz w trzecim, w Betlejem”.

Małą Arabkę spotykało wiele trudności. Bieda, wyrzucenie z domu, poderżnięcie gardła, aż wreszcie tułaczka. Przez kilka lat pracowała jako pomoc kuchenna i służąca w różnych domach w Aleksandrii, w Jerozolimie, w Bejrucie i Marsylii. Wiodła życie na łasce innych, bez żadnych zabezpieczeń, wśród obcych, bez znajomości języków, oprócz arabskiego. Jej codziennością były cierpienia, fizyczne niedomagania, niedostateczne odżywianie się, ubogie ubranie. W Marsylii uczęszcza do kościoła św. Karola oraz do greckokatolickiego kościoła św. Mikołaja. W wieku 20 lat (1865 r.) została przyjęta do Zgromadzenia Sióstr św. Józefa na przedmieściach Marsylii. Wśród postulantek znajdowały się Arabki z Syrii, dzięki którym Miriam mogła się komunikować z Francuzkami. 

Cierpienia duchowe

W zgromadzeniu Miriam od razu zaczęła doświadczać intensywnych przeżyć mistycznych, takich jak ekstazy, wewnętrzne pouczenia, lewitacje, zjednoczenie z męką Jezusa w łasce stygmatów. Jedne siostry były zaniepokojone tymi wydarzeniami, inne wręcz zbulwersowane, a najwięcej było przerażonych. Radziły, by Miriam przeniesiono do innego, bardziej kontemplacyjnego zakonu. Akurat w tym czasie jej mistrzyni, s. Weronika, przygotowywała się do wstąpienia do karmelitanek bosych. Zaproponowała więc Miriam, aby jej towarzyszyła. I tak w połowie czerwca 1867 r. przybyła do Pau (niedaleko Lourdes), gdzie jako siostra konwerska pracowała przy najniższych posługach.

W Karmelu pogłębiały się jej doświadczenia mistyczne. Miriam przeżywała cierpienia Jezusa w piątki, a szczególnie intensywnie w Wielkim Tygodniu. Była pewna, że Bóg przychodzi do człowieka w postaci cierpienia oraz że to właśnie ono jest najbardziej uprzywilejowanym stanem życia na ziemi, bo gdy zwiąże się je z Chrystusem, łamie ono potęgę zła na ziemi. Cierpienia te były tak silne, że często przenoszono ją do infirmerii, a z jej ciała wydobywała się słodka woń. Doświadczyła także daru mistycznego przebicia serca. Po jej śmierci znaleziono na jej sercu szeroką szczelinę – ślad świeżo zabliźnionej rany od uderzenia grotem. Lekarze oświadczyli, że osoba z tego typu raną nie mogła żyć… Jej cierpienie przypominało tajemnicę Golgoty i ukrzyżowania Jezusa.

Mimo ogromu cierpień fizycznych i duchowych, Miriam od Jezusa Ukrzyżowanego znosiła je z ochotą, powtarzając: „Boże mój, bądź błogosławiony!”. A Pan jej ciągle dokładał: „Sądzisz, że tylko ty cierpisz? Cierpię więcej od ciebie; niosę cały ciężar waszych grzechów... Chcę, by nie było takiej chwili, w której byś nie cierpiała. Gdyby też nie było kogoś, kto sprawiłby ci ból, zamieniłbym kamienie, ziemię na ludzi, by sprawiały ci ból. Chcę, byś cierpiała codziennie”.

Jej cierpienie duchowe nosi również imię nieskończonej tęsknoty za Umiłowanym. Jak oblubienica z „Pieśni nad pieśniami” w sposób szalony szuka po ogrodach duszy Oblubieńca i umiera z pragnienia Boga. Woła: „Gdzie jesteś Mój Umiłowany? Umiłowany mój, ja idę, biegnę, płaczę; nie znalazłam mojego Umiłowanego. O Jezu, moja Miłości, nie mogę żyć bez Ciebie! Gdzie jesteś, Umiłowany mój? Kto widział mojego Jezusa? Ty wiesz, moja Miłości, cała ziemia jest niczym bez Ciebie, cała woda z morza nie wystarczyłaby, aby orzeźwić moje serce”.

Do tego dochodziły dręczenia demoniczne. Przez 40 dni, od 26 lipca do 4 września 1868 r. była atakowana przez szatana, wychodząc zwycięsko z tej walki dzięki specjalnej obietnicy Jezusa. Bóg dopuszczał niezwykle ciężkie ataki demonów, a nawet opętanie. Podczas tych walk szatan miał przyzwolenie na zadawanie jej cierpień, aby skłonić ją do narzekania, co jednak nigdy nie nastąpiło – Miriam ofiarowała wszystko z miłością. Oto zapis wielkiego udręczenia z 1868 r.: „Jezus udzielił szatanowi pozwolenia znęcać się nad mym ciałem, w przeciągu 40 dni. Dużo cierpieć będę. Szatanowi poddane zostanie tylko ciało moje, a dusza będzie ukryta. Jezus obiecał schować ją do pudełka, gdzie szatan jej nie dosięgnie. Zmusi mnie szatan do popełnienia wielu przekroczeń zewnętrznych, bez winy z mej strony… Przyjmuję wszystko, ofiaruję się na wszystko, czego Bóg zażąda. Wypiję kielich, jak Jezus. Będzie to jednak kropla tylko, podczas gdy Jezus pełny kielich wychylił aż do dna”.

Piotr Estrate, spowiednik i kierownik duchowy oraz pierwszy biograf św. Miriam od Jezusa Ukrzyżowanego, pisał tak: „Za zezwoleniem Boga, zawładnąwszy ciałem nowicjuszki, chciał szatan, by cierpiała, męczyła się i gdyby to było w jego mocy, byłby jej i śmierć zadał. Bóg pozwalał na cierpienia, ale ukrócał złość szatana w chwili, gdy stawała się groźną dla jego ofiary. Próbował rozedrzeć ciało ofiary, używając do tego jej własnych rąk, próbował roztrzaskać ją o ziemię lub mury, udusić, zmusić do połknięcia szkodliwych przedmiotów. Nigdy jednak nie mógł spełnić swych zabójczych zamiarów, więc wściekłość jego wysilała się na wynajdywanie coraz to nowych tortur”. Jezus na demona podarował jej siekierkę: „Dotknij czoła szatana tą siekierką a upadnie”. Spytała Pana, czym jest ta siekierka. Odpowiedział, że to „siekierka pokory”. Pokora stała się jej bronią, którą skutecznie odpierała przez całe życie wszelkie ataki złego.

Apogeum cierpienia – „noce ciemne” ducha

Najbardziej dotkliwe było jednak dla Miriam cierpienie związane z osamotnieniem i poczuciem odrzucenia ze strony Boga. Towarzyszyło jej przekonanie, że ma „serce z żelaza”, zupełnie nieczułe na Boże natchnienia, że jest największą z grzesznic niegodną stawać przed Bogiem, że jest wręcz potępiona. Dlatego z duchowej rozpaczy zrodziło się nabożeństwo do Ducha Świętego. Oto jej zapisane świadectwo: „Wstając rano, byłam bardzo zdenerwowana. Szukałam wszędzie okazji, aby kogoś uderzyć. Kiedy widziałam naszą matkę, zdawało się mi, że widzę demona; matkę Eliaszę – jakby piekło całe; każdą z sióstr – jak małe demony. Mój Ojcze, byłam załamana na duszy i ciele, jak skazana na śmierć, zamknięta w więzieniu, z którego nie mogłam wyjść. Myślałam, że to już mój koniec. Nie mogę wyrazić, jak cierpiałam. Do trzeciej godziny udawałam: śmiałam się i oszukiwałam wszystkich, żeby nie dać poznać mojego stanu. Nie potrafiłam nawet podnieść oczu do nieba, aby powiedzieć: «Panie, zmiłuj się nade mną». Nie umiałam nawet pomyśleć, że jest jakiś Bóg. O godzinie trzeciej postanowiłam pójść pracować do ogrodu, aby zaczerpnąć trochę powietrza i się odprężyć. Widząc drzewa, zioła, rośliny, nie potrafiłam myśleć, że istnieje Bóg, który stworzył to wszystko; tak było aż do godziny 16.30. Wtedy przyszła mi taka myśl: koniec z tobą, możesz oczekiwać tylko piekła. Lepiej wejść na taras i rzucić się w dół lub wziąć truciznę, aby się zabić. Byłam całkowicie zniechęcona, byłam jak głupia, weszłam na taras, aby się rozejrzeć. Tam podniosłam oczy do nieba i wyciągnęłam się na ziemi. Krzyczałam: «Duchu Święty, natchnij mnie co do tego, co powinnam czynić»”.

To, co przeżywała św. Miriam było wielkim dramatem, który św. Jan od Krzyża w swych dziełach nazywał „nocą ciemną” ducha. Jest to najtrudniejsze doświadczenie, podobne do Chrystusowego na krzyżu, gdy się skarży i wręcz rozpaczliwie woła w niebo: „Boże mój czemuś mnie opuścił”. W najtrudniejszym momencie zostaje opuszczony przez Ojca. Tak, jakby Jego życie, Jego misja zbawienia nie tylko dla ludzi, ale i dla samego Ojca nie miała żadnego znaczenia. Porzucenie w rozstrzygającym momencie, które zdaje się niweczyć trud życia i sens największej ofiary.

„Maleńka Nic”

Mistyka zazwyczaj spotyka się z niedowierzaniem. Tak też było na kolejnej fundacji, w Mangalore (Indie), na którą Miriam – zupełna „świeżynka” karmelitańska – się zgłasza. Pod koniec 1870 r. zaczęła regularne życie zakonne. Ilość mistycznych łask i doświadczeń spowodowała, że jej wspólnota wątpiła w prawdziwość tych łask, a to potęgowało udręczenie duchowe Miriam. Było to dla niej tym bardziej trudne, że zbliżała się pora złożenia ślubów zakonnych.

Miriam pokonywała słabości fizyczne, poświęcając się pracy i modlitwie, zwłaszcza za Kościół i papieża. Duchowe cierpienie oczyszcza ducha, spojrzenie i otwiera czasem na przyszłość w darze prorockim. W czasie trwania Soboru Watykańskiego I zapobiegła ona tragedii, ostrzegając o podłożeniu bomb przez wrogów Kościoła, które zostały odnalezione i szczęśliwie rozbrojone.

W 1872 r. wróciła do Francji, ale 3 lata później, z nakazu Chrystusa, który przedstawił jej miejsce (Betlejem i Nazaret) oraz założenia architektury klasztorów, udała się do Ziemi Świętej.

Nazywała siebie „Maleńka Nic”, jej pokora sprawiała, że nie przywiązywała do nadzwyczajnych łask żadnej wagi. Małe życie św. Miriam stanowi realizację słów Jezusa: „Wysławiam Cię Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Mt 11, 25). Miriam miała świadomość, że jest „Maleńką Nic”. Umiłowała życia ukryte, zwyczajne.

Zmarła w Betlejem 26 sierpnia 1878 r. w zaledwie 33. roku życia. Uroczystej beatyfikacji Małej Arabki dokonał Jan Paweł II 13 listopada 1983 r. w Rzymie, a 17 maja 2015 r. papież Franciszek zaliczył ją w poczet świętych.


Zobacz całą zawartość numeru ►

Autorzy tekstów, pozostali Autorzy, Miesięcznik, Numer archiwalny, 2026nr07, Z cyklu:, Nasi Orędownicy