Bóg jest czuły

Jestem naprawdę zauważona przez Boga! On widzi mój ból, smutek, tęsknotę. I otula mnie, zapewnia o swoim współczuciu. On mnie widzi, rozumie, dotyka moje rany swoją uzdrawiającą miłością.

zdjęcie: Archiwum prywatne

2026-08-03

Komentarz do fragmentu Ewangelii Mt 14, 13-21
XVIII tydzień zwykły

Dzisiejsza Ewangelia jest tak bardzo bogata w treść. Możemy z niej tak wiele zaczerpnąć z różnych dziedzin.

Pierwsze co mnie dotyka to jej sam początek: „Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd łodzią na pustkowie, osobno”.

Czy wieść o śmierci Kuzyna dotknęła Jezusa? Kiedy dowiedział się o śmierci Łazarza, zapłakał. Możemy więc domniemywać, że i tym razem było podobnie. A może nawet Jezus odczuł to dotkliwiej? Przecież Jan Chrzciciel został zamordowany. Zupełnie niewinnie i bezpodstawnie, można powiedzieć, że zupełnie bez sensu lub wręcz jako wynik życia w grzechu i zepsuciu Heroda i jego kochanki. Obrzydliwe zło i rozpusta przyniosły owoce w okrutnej i bezlitosnej śmierci Sprawiedliwego. Może Jezus wstrząśnięty był w tym momencie także świadomością, że i On wkrótce doświadczy nienawiści ludzkiej niosącej Mu mękę i śmierć. Nie wiemy co myślał, ale wiemy, że na tą informację oddalił się sam na pustkowie. Może po to by się tam wypłakać, może by po prostu wzmocnić się w Obecności Ojca. Ale chciał być sam. Śmierć Jana Chrzciciela Go dotknęła. 

Jak ja przyjmuję wieści o śmierci bliskich mi osób? Czy pozwalam sobie na żałobę? I czy jednocześnie szukam wtedy ukojenia właśnie w spotkaniu z Ojcem? Czy w Bogu szukam wtedy pocieszenia i umocnienia?

Jezus płynie przez jezioro sam. Gdy jednak dopływa do brzegu napotyka wielki tłum. I co robi? Czy unika go, aby nadal chować się w swoim bólu po śmierci bliskiej Mu osoby? Miał dla siebie ten czas samotności - czas płynięcia przez jezioro i może chciał tego czasu mieć więcej, ale przyjmuje wolę Ojca - służyć i kochać. Trzeba tu podkreślić, że Jezus jako najlepszy dla nas przykład osoby dojrzałej, potrafi zadbać również o swoje potrzeby, potrafi stawiać granice - co symbolizuje Jego samotne odpłynięcie łodzią i czas który wtedy poświęcił sobie. Ale jednocześnie jest w stanie zrezygnować z jakiejś dalszej części swojego planu, gdy widzi potrzeby innych. To jest dojrzała miłość. „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego”. Tak, jak kocha siebie, tak kocha innych. Jezus pokazuje nam, że o nasze potrzeby mamy dbać w pewnym sensie na pierwszym miejscu, bo wtedy mamy zasoby do kochania innych. I mimo że może po ludzku Jezus nie nasycił się samotnością tak bardzo jak by chciał, to równocześnie także tego nie zaniedbał - zadbał o to w pierwszej kolejności. Kiedy jednak zobaczył tłum, „zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych”. Miłość i służba pojawia się natychmiast po zadbaniu o siebie. Można powiedzieć, że to dbanie o siebie jest podporządkowane miłości do drugiego człowieka - potrzebne jest o tyle, o ile niezbędne jest aby móc dalej służyć. Czy dbam o siebie regularnie, aby nie wyczerpywały mi się baterie miłości? Czy - z drugiej strony - nie stawiam swojego dobra ponad dobro innych, w egoistyczny sposób: Czy potrafię zrezygnować z jakiegoś mojego pomysłu, planu, kiedy widzę potrzeby drugiego człowieka?

I jeszcze te słowa  „Zlitował się nad nimi”.

Uwielbiam takie fragmenty Biblii, w których Bóg pokazuje nam czułość swojej miłości. On nie kocha nas z obowiązku, albo z automatu. On kocha nas czule, można powiedzieć  „uczuciowo”. On pochyla się nad naszą niemocą, słabością, chorobą, grzeszną naturą, brakami, nad tym co nas najbardziej boli. I lituje się nad nami. 

Jestem naprawdę zauważona przez Boga! On widzi mój ból, smutek, tęsknotę. I otula mnie, zapewnia o swoim współczuciu. On mnie widzi, rozumie, dotyka moje rany swoją uzdrawiającą miłością. 

Czy w to wierzysz? Czy na codziennej modlitwie mówisz Mu szczerze o tym co jest dla ciebie bolesne? Czy prosisz Go aby dotykał tych bolesnych miejsc, przytulał cię, dotykał i uzdrawiał? Jeśli nie, możesz po prostu zacząć to robić dzisiaj. Poproś Jezusa, żeby zlitował się nad tobą. On to już czyni, tylko może brakowało Mu u Ciebie tego co zrobiły tłumy - Twojej inicjatywy. Żebyś tak jak ten tłum  „zwiedział się”, że Jezus JEST i żebyś do Niego przyszedł.

I jeszcze jeden wątek dzisiejszej Ewangelii. Słowa Jezusa  „wy dajcie im jeść". Uczniowie biorą sprawy w swoje ręce: zakładają, że Jezus nie pomyślał o tym, że te tłumy zaraz będą głodne i wręcz dyktują Jezusowi co ma zrobić: „Każ rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności”. A Jezus panuje nad sytuacją w sposób na jaki uczniowie by nawet nie wpadli. On ma w zanadrzu cud. Co więcej, zaprasza uczniów do współdziałania, współpracy w tym cudzie. Wow! Nie dość że Jezus troszczy się o wszystko, to jeszcze w sposób przewyższający nasze oczekiwania, pomysły i możliwości. A do tego chce, abyśmy i my poczuli się częścią tych Jego pomysłów. Chce żebyśmy byli Jego współpracownikami. Jesteśmy potrzebni. I Ty, Osobo, która teraz to czytasz - Ciebie też Jezus potrzebuje do swoich dzieł! Jesteś Mu potrzebna/y! On Cię zaprasza do tej mega przygody, jaką jest współpraca w Cudach z samym Bogiem. Więc następnym razem, kiedy wpadniesz w jakieś tarapaty, kłopoty lub zmartwienie, nie bierz spraw w swoje ręce jak uczniowie. Nie dyktuj Jezusowi co ma robić, żeby Ci pomóc lub żeby rozwiązać jakiś problem. Powiedz tylko: „Jezu, Ty na pewno już masz najlepszy pomysł na rozwiązanie tej sytuacji, a ja chcę w tym Twoim pomyśle brać udział. Ufam Tobie. Ty się tym zajmij i mów tylko, co mam robić. Amen”.

Autorzy tekstów, pozostali Autorzy, Rozważanie, Komentarz do ewangelii