Poza Wieczernikiem
Jezus nie rezygnuje, nie przekreśla Tomasza, nie stygmatyzuje przed innymi apostołami, nie jest nim rozczarowany. Jezus wie, że Tomasz idzie innym krokiem, własną drogą, że potrzebuje czasu, namysłu. Jezus nie przekreśla tych, którzy mają wątpliwości, przeżywają duchowe kryzysy wiary!
2026-07-03
Komentarz do fragmentu Ewangelii J 20, 24-29
XIII tydzień zwykły, Święto św. Tomasza Apostoła
Słowa Tomasza Didymosa tak bardzo przypominają mi spotkania z ludźmi chorymi w szpitalu… Tomasza nie było w Wieczerniku, kiedy przyszedł Jezus. Wielu chorych w szpitalach, podobnie jak Tomasz w Wieczerniku, jest nieobecnych w salach. Są albo na badaniach, albo na sali operacyjnej. Jednak wielu jest także duchowo nieobecnych. Niby są z nami, ale ich nie ma. Często spotykam ich przeżywających wątpliwości w wierze niczym Tomasz: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę”. Są niczym Tomasz poza Wieczernikiem. Wyszli z niego czasem po bierzmowaniu, czasem po pierwszej Komunii świętej. Innym razem powodem odejścia są sytuacje, które skomplikowały ich życie duchowe i religijne: utrata wiary, rozpad małżeństwa, drugi związek. A potem zostało odczucie odrzucenia. Przecież nie będę patrzył, jak inni przyjmują Jezusa do serca, a ja? Tęsknota, ból, odrzucenie. To, że wyszli z Wieczernika jak Tomasz, wcale nie oznacza, że za nim nie tęsknią. Tomasz też zapewne tęsknił, inaczej by do niego nie wrócił. Tęsknota sprawia, że mimo iż nie ma ich w sali szpitalnej i nie spotykają kapelana, to sami przychodzą do kaplicy. Szukają ciszy, zrozumienia, nadziei.
A co na to Jezus.? Pomyślmy o tym, jak my reagujemy, gdy inni, którzy mają się spotkać z nami, nie przychodzą. Na nasze urodziny, rocznice ślubu, umówione spotkania, ważne wydarzenia rodzinne, czy przy okazji innych bardziej lub mniej oficjalnych spotkań? Jak zazwyczaj reaguje duszpasterz, gdy ktoś nie przychodzi na umówiony protokół małżeński? Jest w nas odruch obrazy, odrzucenia, przekreślenia, poczucia, że ktoś nas lekceważy, zapomina.
Jezus nie rezygnuje, nie przekreśla Tomasza, nie stygmatyzuje przed innymi apostołami, nie jest nim rozczarowany. Jezus wie, że Tomasz idzie innym krokiem, własną drogą, że potrzebuje czasu, namysłu. Jezus nie przekreśla tych, którzy mają wątpliwości, przeżywają duchowe kryzysy wiary!
Czasem zdarza mi się spotkać Tomasza nie tylko w samym sobie, ale i w innych. Nie daję wówczas za wygraną. Wracam tam, do sali szpitalnej, w której ktoś odwraca wzrok, nie jest skory do rozmowy. Tak było w przypadku Jacka, który, kiedy wszedłem do sali czteroosobowej, wyglądał na bardzo cierpiącego i zbuntowanego. Jego wzrok był tak groźny, że wydawało mi się, że mnie nim porazi. Tak czasem jest. Bunt połączony z bólem, beznadzieją, wyrokiem choroby. Po pewnym czasie jednak Jacek mnie zaskoczył: „Proszę księdza, jestem niewierzącym, ale czy mógłby się ksiądz za nas tu pomodlić?”. Była więc jedna „zdrowaśka”, „Ojcze nasz…” i na koniec błogosławieństwo. Jacek wędrował od sali do sali, aż znalazłem go w izolatce. To był moment przełomu. Spojrzenie Jezusa i Tomasza, osobiste spotkanie. Wcześniej, na moją propozycje spowiedzi zawsze mi powtarzał: „Muszę do niej dojrzeć, to nie ten czas…”. To dojrzewanie Jacka było podobne do Tomaszowego dojrzewania, przejście od słów: „dopóki nie włożę, nie dotknę…” do wyznania: „Pan mój i Bóg mój”. Ten czas jest bardzo ważny, nie można się wtedy spieszyć, nie wolno zasypywać banalnymi twierdzeniami typu: „musisz się nawrócić” i tym podobnymi. Trzeba pozwolić działać Temu, który przychodzi mimo drzwi zamkniętych, mimo zamkniętego serca; delikatnie je otwiera, niczym chirurg, który ostrożnie ale zdecydowanie oczyszcza ranę, nacina, zostawia, odkaża, daje czas…
Panie Jezu, dziękuję Ci za niewiernych Tomaszów, moich pacjentów. Dziś wielu z nich już nie pamiętam z imienia i nazwiska, bo tak wielu przewinęło się przez moje życie. Tylko Ty wiesz, jak potoczyły się ich losy. Proszę Cię, Panie Jezu, bym nigdy nie przekreślał tych, którzy są poza wspólnotą Kościoła. Daj mi tyle cierpliwości, bym miał dla nich czas i nadzieję czekania na ich powrót. Proszę Cię daj mi serce pełne żarliwości ewangelicznej, zdolne do szukania pogubionych, zniechęconych. Niech moje serce nigdy nie zwątpi w ich powrót. Tomasz, dzięki swojej niewierze, dziś jest patronem tych, którzy idą innym krokiem, mają swoje drogi, ale w ich sercu pozostało pragnienie odnalezienia Boga.