Wezwanie Jezusa do radykalnej miłości Boga
Homilia ks. Wojciecha Bartoszka wygłoszona w bazylice Świętego Krzyża w Warszawie 28 czerwca podczas mszy świętej radiowej.
2026-06-28
„Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je”.
2 Krl 4,8-11.14-16a; Ps 89,2-3.16-19; Rz 6,3-4.8-11; Mt 10,37-42
Siostry i bracia,
„Kto kocha ojca, matkę, syna czy córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je” – słyszymy dziś słowa Pana Jezusa. Budzą niepokój. Mogą nawet odstraszać. Czy Jezus zniechęca do miłości rodzinnej? Czy podważa troskę o życie? Czyżby był przeciwny rodzinie i nie cenił ludzkiego życia? Nic bardziej mylnego.
Jego słowa jednak prowokują. Dlaczego mówi tak ostro?
Usłyszany fragment należy do tzw. mowy misyjnej Jezusa. Wcześniej powołał Dwunastu, wyznaczył im zadania i określił sposób postępowania. Teraz zapowiada czas próby, który zweryfikuje ich decyzję pójścia za Nim. Innymi słowy pyta: czy chcecie Mi pozostać wierni? To samo pytanie kieruje dziś do mnie i do ciebie.
Św. Mateusz, przywołując te słowa, ma przed oczyma konkretną wspólnotę chrześcijan, do której kierował swoją Ewangelię. Pisał około pięćdziesięciu lat po śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, w czasie gdy mała wspólnota wierzących cierpiała prześladowania. Chrześcijanie byli odrzucani przez najbliższych. W wielu rodziła się pokusa odejścia i powrotu do dawnego życia: do synagogi albo do pogaństwa. Inni stawali się oziębli i szukali kompromisów. Podziały przechodziły nie tylko przez gminy, ale także przez rodziny. Ich serca były rozdwojone.
Siostry i bracia,
Sytuacja tamtych chrześcijan powtarza się w naszych czasach – w naszych wspólnotach, rodzinach, a przede wszystkim w naszych sercach. Wielu z was – zwłaszcza osób starszych i chorych, uczestniczących we Mszy świętej dzięki transmisji radiowej – pyta dziś: co robić, gdy najbliżsi odchodzą od Kościoła i od wiary? Co robić, gdy temat wiary staje się źródłem podziału w rodzinie? Milczeć? Bronić? Te pytania często słyszymy podczas rekolekcji Apostolstwa Chorych.
Zauważmy też, że jesteśmy kuszeni – jak tamci chrześcijanie – by iść za Jezusem tylko pozornie, by wchodzić na drogę duchowych i moralnych kompromisów, by nie opowiadać się jednoznacznie po Jego stronie. Włącza się w nas mechanizm usprawiedliwiania: skoro inni postępują niewłaściwie, to ja również mam do tego prawo.
Co na to Jezus? Pragnie umocnić w nas pierwotny, dobry wybór – tak jak kiedyś w tamtych chrześcijanach. Wybraliśmy Go w chwili chrztu dzięki wierze naszych rodziców. Później sami, świadomie, stanęliśmy po Jego stronie. Św. Paweł, przypominając w drugim czytaniu prawdę o zanurzeniu w Chrystusa przez chrzest, zachęca nas do stałej jedności z Nim.
Spójrzmy więc jeszcze raz, głębiej, na radykalizm wymagań Chrystusa i wsłuchajmy się w Jego słowa: „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je.”
Ewangelista używa tu greckiego czasownika fileo, tłumaczonego jako „kochać”, który dosłownie oznacza: „mieć w czymś upodobanie”, „przywiązywać się do kogoś”. Mateusz stosuje go również wtedy, gdy pisze, że obłudnicy „mają upodobanie” w modlitwie na pokaz, a faryzeusze – w pierwszych miejscach na ucztach. I te upodobania poddaje krytyce.
Postawmy sobie pytania: Do kogo lub do czego mam większe upodobanie niż do Chrystusa? Do kogo lub do czego moje serce jest przywiązane bardziej?
Jezus, tłumacząc wagę pierwszego przykazania miłości Boga, odwołuje się do najmocniejszych więzów ludzkich. Tylko ten, kto Jego kocha bardziej, potrafi właściwie uporządkować wartości i relacje. Taki człowiek jest zdolny kochać trudnego współmałżonka, poświęcić czas dzieciom kosztem rezygnacji z kariery i intratnych stanowisk, opiekować się rodzicem chorym na Alzheimera, a jako kapłan – podjąć misję kapelana w szpitalu. Jest zdolny wziąć swój krzyż.
W kontekście miłości Boga powraca przysłówek „bardziej”. Św. Ignacy z Loyoli uczył, że w rozeznawaniu należy wybierać to, co bardziej prowadzi do Boga. Natomiast ten, kto szuka życia na tej ziemi – zwłaszcza przez pieniądze i sławę – straci je na wieki.
Takie życie proponował Jezusowi diabeł na górze kuszenia: wygodne, bez cierpienia, pełne popularności, władzy i bogactwa. Jezus odrzucił tę wizję i wybrał drogę zaufania Ojcu, posłuszeństwa Jego woli i wyrzeczenia się bożków. To droga krzyża.
Z wyborem Jezusa wiąże się misja: małżeńska, kapłańska, zakonna, zawodowa – lekarza, nauczyciela, prawnika. Jeśli traktujemy ją jako powołanie, będzie nas kosztować, ale ostatecznie przyniesie wewnętrzną radość i pokój. Nada sens naszemu życiu i przyniesie nagrodę, o której Jezus mówi w Ewangelii – nagrodę odnoszącą się nie tylko do wieczności, lecz także do doczesności:
„Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał.
Kto przyjmuje proroka, jako proroka, nagrodę proroka otrzyma.
Kto przyjmuje sprawiedliwego, jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma.
Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody”.
Przykładem człowieka, który radykalnie podjął wezwanie Chrystusa z dzisiejszej Ewangelii, jest św. Maksymilian Kolbe, którego 85. rocznicę męczeńskiej śmierci w Auschwitz będziemy obchodzić w przyszłym miesiącu. W celi śmierci przeżył czternaście dni, podtrzymując na duchu współwięźniów, choć zwykle umierano tam po trzech-siedmiu dniach.
Przyjrzyjmy się krótko jego drodze. Młody Rajmund – późniejszy o. Maksymilian – jako nastolatek zastanawiał się, czy Bóg nie wzywa go do innej formy służby niż kapłaństwo. Rozważał, czy nie powinien walczyć za Ojczyznę, która była pod zaborami. W czasie tych rozterek miał widzenie Maryi z dwiema koronami. Biała oznaczała czystość i kapłaństwo, czerwona – męczeństwo jako najwyższą formę służby Bogu i ludziom. Rajmund został rzeczywiście rycerzem, ale nie z bronią w ręku – rycerzem Niepokalanej. Jego bronią stał się różaniec, Cudowny Medalik i akt całkowitego oddania się Bogu na wzór Maryi.
Pierwszy akt posłuszeństwa Bogu w wieku 12-13 lat zaowocował kolejnymi, aż po ostatni. Gdyby na początku wybrał inaczej…? Służba Ojczyźnie była wtedy bardzo potrzebna – jego ojciec walczył w Legionach. Ale nie to było „większą” miłością. Przyjmując imię Maksymilian – od łacińskiego maximus, „największy” – pragnął osiągnąć świętość w najwyższym stopniu. Zjednoczył swoją wolę z wolą Boga. Jego drogą stała się Niepokalana.
Słowa Jezusa korespondują z jego życiem: „Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.”
Ze względu na Boga, którego nosił w sercu, oddał życie za współwięźnia. Jego męczeństwo nie tylko ocaliło Franciszka Gajowniczka, ale także wielu innych, którzy odstąpili od samobójstwa.
Przejmująca wystawa Mariana Kołodzieja w Harmężach, w miejscowości, w której znajdowała się filia Auschwitz – więźnia i świadka tamtego apelu – ukazuje heroiczną wiarę artysty w obecność Boga nawet w takim miejscu jak obóz koncentracyjny. Potrzebował na to pięćdziesięciu lat – dopiero w czasie ciężkiej choroby zaczął tworzyć te poruszające obrazy. Jego wizja paradoksalnie jest pełna nadziei i wiary w to, że całe stworzenie, nawet to najbardziej zdegradowane, zachowuje swoją godność z racji bycia Bożym stworzeniem i Jego obrazem.
Drodzy Chorzy
Dzięki duchowości Apostolstwa Chorych odkrywamy, że choć w naszym życiu brakuje zdrowia, nie oznacza to wcale umniejszenia naszej godności ani wartości. Troszczymy się o zdrowie, lecz gdy go brakuje, wiemy, że dzięki Jezusowi posiadamy w życiu najcenniejszy skarb. On stale uczy nas kochać. Bo On nie przestaje nas kochać.
W imię miłości do Boga i bliźniego możemy ofiarować Mu nasze cierpienia, zwłaszcza za tych, których zbawienie jest nam szczególnie drogie.
Możemy to uczynić w każdym czasie naszego życia. Także podczas kolejnej, 61. Ogólnopolskiej Pielgrzymki Apostolstwa Chorych na Jasną Górę, która odbędzie się jak co roku 6 lipca, we wspomnienie Matki Bożej Uzdrowienia Chorych.
Zapraszając Was na Jasną Górę, proszę jednocześnie o roztropność w podejmowaniu decyzji o przyjeździe, ze względu na panujące w Polsce upały. Msza święta o godz. 11.00 będzie transmitowana przez TVP. Amen.