W roli pocieszyciela, czyli kapłańska posługa w oddaniu sprawie wiary człowieka

Homilia Biskupa Marka Szkudły podczas mszy świętej w 65. rocznicę święceń kapłańskich ks. prał. Franciszka Resiaka

zdjęcie: www.pixabay.com

2026-06-28

Są takie jubileusze, których nie da się opowiedzieć liczbą lat. Można policzyć dni, miesiące i dekady. Można zliczyć odprawione Msze Święte, wygłoszone homilie, udzielone sakramenty. Ale nie sposób policzyć łez wysłuchanych w konfesjonale, nocnych modlitw zanoszonych za powierzonych ludzi, cierpień przyjętych do własnego serca, aby komuś było lżej nieść jego krzyż.

Kapłaństwo nie jest bowiem przede wszystkim historią czynów. Jest historią obecności.Dzisiaj, kiedy tak licznie stajemy wraz z Jubilatem, księdzem prałatem Franciszkiem Resiakiem, aby podziękować Bogu za 65 lat jego kapłaństwa, stajemy w rzeczywistości wobec prawdy o wierze i o istocie kapłańskiej posługi.

Czcigodny Jubilacie, drogi księże Franciszku, kochana Rodzino Jubilata, parafianie, wierni tych parafii, którym tak wiele poświęcił...

Dzisiejsze słowo Boże prowadzi nas najpierw przez krajobraz ruin. Nie trzeba się tego obrazu bać. Być może pierwszym odruchem przygotowującego kazanie na taką uroczystość powinna być chęć zamiany czytań, bo one na pozór wydają się być smutne, nie przystawać do radości jubileuszu. A ja – głęboko się nad tym zastanawiając – wiem, że to są właśnie przejawy Bożej łaski: pokazać nam, tak często niestałym w wierze, że Słowo Boga takim, jakim je lokuje w Liturgii Kościół, jest najlepszym z możliwych rozwiązań! Co więcej: te dwa czytania i psalm, które przed chwilą usłyszeliście, są naprawdę cudownym podarunkiem dla samego Jubilata, bo przecież po to świętujemy jubileusze: nie tylko oddając chwałę Bogu za przeżyte łaski, ale wielbiąc Go za niepojęte dla nas na co dzień tajemnice...

Spójrzcie: Autor Lamentacji nie ukrywa dzisiaj bólu. Miasto płacze. Naród płacze. Matki płaczą nad dziećmi. Starcy siedzą w milczeniu. Świątynia jest zburzona. Wszystko, co wydawało się trwałe, rozsypało się jak pył. To jedna z najbardziej przejmujących kart Pisma Świętego! A jednak właśnie tam rodzi się modlitwa. „Wylewaj swe serce jak wodę przed obliczem Pana” – co za wspaniała konkluzja! To niezwykłe! Kiedy człowiek nie ma już nic, pozostaje mu serce. I właśnie serce staje się ofiarą składaną Bogu.

Drogi, czcigodny Księże Franciszku... Kapłan bardzo często zostaje posłany właśnie do takich ruin. Wiesz o tym doskonale. Nie tylko do kościołów pełnych światła i śpiewu,które za Twoją sprawą się rodziły. Idzie także tam, gdzie zawaliło się małżeństwo. Gdzie osłabła i zachwiała się nadzieja. Gdzie człowiek utracił sens życia. Gdzie choroba odebrała siły. Gdzie grzech zniszczył pokój sumienia. Gdzie wiara przygasła pod naporem cierpienia. Kapłan nieraz staje pośród ludzkich ruin jak ostatni świadek nadziei. Nieraz takim świadkiem byłeś... Nie przychodziłeś z gotowymi odpowiedziami na wszystkie pytania. Przychodziłeś z obecnością Boga. Przychodziłeś po to, aby powiedzieć człowiekowi: „Pan o tobie nie zapomniał”.

Właśnie dlatego refren dzisiejszego psalmu brzmi tak poruszająco: „O życiu biednych nie zapomnij, Panie”. Może jest to najgłębsza modlitwa każdego cierpiącego człowieka. Nie proszę już o wielkie sukcesy. Nie proszę o niezwykłe łaski. Nie proszę nawet o natychmiastowe rozwiązanie wszystkich problemów. Proszę tylko:Panie, pamiętaj o mnie.

Siostry i Bracia

Przez lata kapłańskiej posługi Jubilat stawał się narzędziem tej Bożej pamięci. Ile razy człowiek odchodził od konfesjonału z przekonaniem, że Bóg jeszcze o nim pamięta? Ile razy ktoś opuszczał szpitalną salę umocniony sakramentem? Ile razy w godzinie pogrzebu rodzina słyszała słowa, które nie usuwały bólu, ale pozwalały przetrwać noc? Ile razy zagubiony człowiek odzyskiwał odwagę wiary dzięki cierpliwej obecności kapłana, który za swoje kapłaństwo dzisiaj dziękuje Bogu? Tak rodzi się prawdziwe ojcostwo duchowe. Nie przez władzę, przez współczucie. Nie przez wielkość, przez bliskość. Nie przez siłę, przez miłość zdolną nieść ciężar drugiego człowieka.

Ewangelia prowadzi nas dziś do setnika z Kafarnaum. To niezwykła scena. Człowiek przychodzi do Jezusa nie dla siebie. Przychodzi dla cierpiącego sługi. Przynosi cudzy ból. Przynosi cudze cierpienie. Przynosi cudzą niemoc. Czy nie jest to jeden z najpiękniejszych obrazów kapłaństwa? Kapłan każdego dnia przychodzi do Chrystusa z cierpieniem innych. Niesie na modlitwie tych, którzy już nie mają siły się modlić. Niesie tych, którzy utracili nadzieję. Niesie tych, którzy nie potrafią uwierzyć. Niesie tych, którzy wołają jedynie milczeniem. A Chrystus odpowiada jak w dzisiejszej Ewangelii: „Przyjdę i uzdrowię”. To zdanie rozbrzmiewa w sercu Kościoła od dwóch tysięcy lat. Przyjdę. Do chorego. Do samotnego. Do grzesznika. Do umierającego. Do zagubionego. Do człowieka, który już sam siebie nie potrafi ocalić.

Taka jest właśnie podstawowa idea kapłaństwa; kapłaństwo jest przedłużeniem tego „Przyjdę”, które mówi Ten, co do kapłaństwa powołuje. Jezus przychodzi przez ręce kapłana. Przychodzi przez jego modlitwę. Przychodzi przez jego słowo. Przychodzi przez sakramenty. Przychodzi przez jego cichą obecność. Ale jest jeszcze jeden szczegół tej Ewangelii. Setnik mówi: „Panie, nie jestem godzien”. Pośród wszystkich lat kapłaństwa pozostaje to samo zdumienie. Niezależnie od jubileuszu. Niezależnie od doświadczenia. Niezależnie od zasług. Kapłan nigdy nie przestaje być człowiekiem, który stoi przed tajemnicą większą od siebie.

„Własnego kapłaństwa się boję,
własnego kapłaństwa się lękam
i przed kapłaństwem w proch padam,
i przed kapłaństwem klękam” –
wyznawał ksiądz Twardowski – poeta.

Każda Eucharystia jest cudem. Każde rozgrzeszenie jest cudem. Każde pojednane serce jest cudem. Każdy powrót człowieka do Boga jest cudem. Dlatego jubileusz święceń nie jest świętem ludzkiej doskonałości. Jest świętem Bożej wierności. To Bóg pozostał wierny. To Bóg podtrzymywał. To Bóg prowadził. To Bóg uzdrawiał. To Bóg pocieszał przez kapłańskie dłonie i kapłańskie serce.

Drodzy Bracia i Siostry

Świat bardzo potrzebuje dziś pocieszycieli. Potrzebuje ludzi, którzy nie będą jedynie „komentować” cierpienie, lecz będą je współ – przeżywać z cierpiącym w odpowiedzialny sposób. Potrzebuje świadków nadziei. Potrzebuje tych, którzy przypominają, że żadna noc nie trwa wiecznie. Potrzebuje kapłanów oddanych sprawie wiary człowieka. Bo najgłębszą biedą człowieka nie jest brak chleba. Najgłębszą biedą jest utrata nadziei. Największą samotnością nie jest brak ludzi. Największą samotnością jest przekonanie, że Bóg odszedł. Kapłan zostaje posłany właśnie tam, gdzie gaśnie światło wiary. I staje się strażnikiem płomienia. Niekiedy bardzo małego. Niekiedy ledwie tlącego się. Ale właśnie tego płomienia, który może ocalić całe życie.

Dziś dziękujemy za 65 lat takiej służby. Za lata noszenia ludzkich słabości razem z Chrystusem, który „wziął na siebie nasze słabości i dźwigał nasze choroby”. Dziękujemy za 65 lat bycia pocieszycielem. Za lata podtrzymywania wiary. Za lata obecności przy człowieku. Modląc się dzisiaj słowami psalmisty: „O życiu biednych nie zapomnij, Panie”, dodajmy: Nie zapomnij także o swoim słudze Franciszku, który przez 65 lat niestrudzenie przypominał ludziom, że Ty nigdy o nich nie zapominasz. Amen.

Autorzy tekstów, pozostali Autorzy, Najnowsze, bieżące