Rekolekcje podczas choroby
Ostatecznie cierpienie pozostaje tajemnicą. Jednak, akceptując je w swoim życiu, możemy czas jego przeżywania uczynić naszymi rekolekcjami, w których wiele się zmieni.
2026-06-24
Komentarz do Liturgii Słowa: Iz 49, 1-6; Ps 139; Dz 13, 22-26; Łk 1, 57-66.80
XII tydzień zwykły, Uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela
Czy utrata mowy jest cierpieniem? Wyobraźmy sobie, że z chwili na chwilę tracimy mowę. Stres, lęk, bezradność. Tego doświadczył Zachariasz. Mówimy, że Bóg dopuszcza cierpienia. Ale być może są cierpienia, które Bóg na nas zsyła bezpośrednio. Zachariasz usłyszał takie słowa, gdy nie chciał uwierzyć, że stanie się ojcem mimo podeszłego wieku: „będziesz niemy i nie będziesz mógł mówić aż do dnia, w którym się to stanie, bo nie uwierzyłeś moim słowom, które się spełnią w swoim czasie”. To cierpienie było dla niego oczyszczające. Wiele zrozumiał. Gdy w dniu narodzin syna mowa mu została przywrócona, pierwsze słowa, które wypowiedział, były uwielbieniem Boga: „mówił, błogosławiąc Boga”. Teraz już wiedział, że dar mowy człowiek posiada przede wszystkim po to, by chwalić Boga, a nie by wyrażać swój brak wiary, jak to miało miejsce wcześniej w jego życiu.
Podobnie było w życiu apostoła Pawła. Pod Damaszkiem stracił wzrok, w czasie objawienia się Jezusa. Kolejne dni, które przeżywał w ciemności, były dla niego swoistymi rekolekcjami. W dniu chrztu odzyskał wzrok. Od tej chwili wzrok służył mu już tylko po to, by realizować misję apostolską, a nie – jak wcześniej – by prześladować chrześcijan.
Ktoś powie, że ich cierpienia i niepełnosprawności trwały krótko, a nasze mają nieraz charakter przewlekły i nieuleczalny. To prawda. Trudno też jednoznacznie ocenić, czy Bóg na nas zesłał cierpienie, czy je dopuszcza. Ostatecznie cierpienie pozostaje tajemnicą. Jednak, akceptując je w swoim życiu, możemy czas jego przeżywania uczynić naszymi rekolekcjami, w których wiele się zmieni.