Drogocenne skarby

Wierzę, że to właśnie w niebie będę mógł spotkać moje skarby: ludzi, którzy w ostatnim momencie poprosili o spowiedź i sakrament chorych, a także tych, którzy na nowo odnaleźli drogę do wspólnoty Kościoła.

2026-06-19

Komentarz do fragmentu Ewangelii Mt 6, 19-23
XI tydzień zwykły

Ludzka natura skłania nas do szukania wartości w tym, co widoczne dla oczu: w rzeczach, które można dotknąć, posmakować, zobaczyć albo zgromadzić. Często myślimy, że prawdziwą wartość mierzy się namacalnym doświadczeniem.

Myślenie ewangeliczne jest inne. Jezus, mówiąc o Królestwie Bożym, wyjaśnia, że nie można go dostrzec tu i teraz zwykłym spojrzeniem. Aby je zobaczyć, potrzeba innego zmysłu – bardziej duchowego, otwartego na miłość.

Dziś Jezus mówi: „Gromadźcie sobie skarby w niebie” (Mt 6,20). Czy to znaczy, że mamy przestać troszczyć się o dobra doczesne? Czy nie wolno nam rozwijać pasji naukowych, umiejętności ruchowych, talentów muzycznych, estetycznych czy językowych? Nie to ma na myśli Jezus.

Przecież znamy przypowieść o talentach. Sługa, który otrzymał jeden talent, w przeciwieństwie do tych, którzy otrzymali dwa i pięć talentów, schował go i zakopał w ziemi, za co został skarcony przez pana. „Temu, kto ma, będzie jeszcze dodane” – podkreśla przypowieść o talentach.

Ewangelia pokazuje odmienną perspektywę. Uczy nas patrzeć w nowy sposób. Bo przecież od wzroku zależy nasze życie: „Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie rozświetlone” (Mt 6, 22).

I znów – nie chodzi o założenie nowych okularów czy soczewek. Chodzi o wzrok, który widzi wyraźniej, dostrzega szerszą rzeczywistość, potrafi czytać życie głębiej i nie odrzuca najważniejszej perspektywy – istnienia nieba. To ku niemu prowadzi nasza droga. Człowiek pragnie trwać dalej, wykraczając poza ludzką, skończoną doczesność i rzeczy materialne.

Mamy żyć tak, aby gromadzić sobie skarby w niebie, bo tam nie dosięga ich ani rdza, ani korozja. Tylko dobre uczynki wobec innych mogą przetrwać na wieki.

Codziennie przechodzę obok największych skarbów. Jestem jak kupiec z przypowieści ewangelicznej, który znajduje prawdziwe perły albo skarby. Można ich nie zauważyć, bo przecież przed ewangelicznym kupcem tą samą drogą przechodzili inni, nie dostrzegając bezcennego kruszcu. Moimi skarbami są chorzy w szpitalu. To przy nich się zatrzymuję. Czasami sami trafiają w moje ręce, prosząc o rozmowę, chwilę obecności, słowo pociechy i wysłuchanie. Dla niektórych to żadne skarby. Widok chorych i cierpiących może wydawać się ciężarem albo czymś, od czego najchętniej odwraca się wzrok.

Wszystko zatem zależy od sposobu widzenia. Dla mnie szpital jest skarbnicą. To właśnie tam gromadzę dobre uczynki na swoim koncie w niebie – tam, gdzie Bóg obdarza największym procentem: wejściem do nieba i przebywaniem z Nim na wieczność.

Wierzę, że to właśnie w niebie będę mógł spotkać moje skarby: ludzi, którzy w ostatnim momencie poprosili o spowiedź i sakrament chorych, a także tych, którzy na nowo odnaleźli drogę do wspólnoty Kościoła.

Panie Jezu, kres ludzkiego, doczesnego życia sprawia, że wszystko, co trąci blichtrem, nagle czernieje. Mieszkania i apartamenty pozostają opustoszałe, wartość walut często maleje, a konta stają się puste. Na tym świecie nic nie jest pewne. Wystarczy tajfun, silniejszy wiatr czy nieoczekiwana susza, aby zniszczyć to, co doczesne. Tylko miłość jest niezniszczalna. Sam święty Paweł powiedział przecież: „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący” (1 Kor 13, 1).

W niebie wszystko będzie przemienione. Pierwsi będą ostatnimi, mali staną się wielkimi, a chorzy odzyskają zdrowie. Nie zapominajmy, że to, co ziemskie przemija. Prawdziwe życie będzie dopiero w niebie.

Autorzy tekstów, ks. Marcin Niesporek, Rozważanie, Komentarz do ewangelii