Można w ogóle nie pytać. Kiedy więź z Bogiem na jakimś etapie drogi jest zbyt słaba, nie pojawiają się też pytania. Bo jak ważna życiowo kwestia dotrze do ledwo majaczącego na horyzoncie bóstwa? Najpierw trzeba by poważnie potraktować fakt, że Jezus prawdziwie zmartwychwstał i żyje. Jeżeli rozmawiać to z Osobą. Można nie pytać, bo zbyt słaba jest wiara w to, że On mi odpowie.
Można również zadawać wiele pytań. Najczęściej spotykane to: „Boże, dlaczego?”. W tych dwóch słowach zawarty jest czasami bezmiar cierpienia, bezradności, rozpaczy, czasami złość i oskarżenia, czasami wątpliwości i rozterki. Z pewnym uproszczeniem można powiedzieć, że faryzeusze z dzisiejszej Ewangelii również pytają „dlaczego?”. Jednak zachowują się pokrętnie i nie otrzymują odpowiedzi wprost. Pytania, jeżeli mają miejsce, zmieniają się wraz z wiekiem i kondycją serca. Czasami mają szansę przejść od „dlaczego ja” i „dlaczego on” do „jaki jesteś Boże?" i „jak mogę Ci towarzyszyć?”.
W ten adwentowy czas nie sposób nie spojrzeć na Maryję, dzielną izraelską nastolatkę. Anioł Gabriel przynosi Jej wiadomość, że znalazła łaskę u Boga, pocznie i urodzi Jego Syna, który zbawi swój lud od grzechów. Oto wydarza się coś, na co Izrael czekał z utęsknieniem całe wieki. Oto otwiera się niebo i szerokim strumieniem spływa łaska na ludzi. Maryja też pyta: „Jak to się stanie?”.
Myślę, że pytanie to wyraża gotowość działania z Jej strony, cokolwiek usłyszy. Ona w tym momencie wyrusza w drogę pokazaną Jej przez Boga, jaka by nie miała być. Maryjo, czysta w intencjach, uważnie słuchająca, proszę, naucz mnie zadawać Bogu pytania.