Rozmowa „twarzą w twarz”

Szkoła modlitwy. Nie bójmy się szczerego dialogu z Bogiem. Nie obawiajmy się mówić o wszystkim, co kryje nasze serce, nie tylko przepraszając Go, prosząc czy dziękując Mu, ale także uwielbiając Go we wszystkim czy po prostu – najzwyczajniej z Nim rozmawiając.

2021-01-18

Jak to? Można w taki sposób? Tak po prostu, bez żadnych gotowych modlitw i formuł? Czy rzeczywiście możemy swoimi słowami mówić do Boga? A jed­nak to prawda, choć może wydaje nam się to dziwne i niezwykłe. Często przez lata uczono nas rozmaitych „gotowych” sposobów modlitwy. Wystarczyło prze­cież otworzyć książeczkę do nabożeństwa i znaleźć modlitwę na każdą okazję. Dla wielu wielkim osiągnięciem była już mo­dlitwa według schematu: proszę – dzięku­ję – przepraszam, w której samodzielnie formułuje się swoje intencje, wyraża Bogu podziękowania i prośby o przebaczenie. Tymczasem mistrzowie życia duchowego przekonują nas, że taka w dużej mierze recytowana lub ubrana w schemat modli­twa jest dopiero wstępem do prawdziwego, głębokiego dialogu z Bogiem, w który On sam chce nas wprowadzić.

W trzydziestym trzecim rozdziale Księgi Wyjścia znajdujemy fragment, który dla samych Izraelitów brzmiał zaskakująco. Chodzi mianowicie o opis rozmów Mojże­sza z Bogiem, które miały miejsce w Na­miocie Spotkania: „Mojżesz zaś wziął namiot i rozbił go za obozem i nazwał go Namiotem Spotkania. A ktokolwiek chciał się zwrócić do Pana, szedł do Namiotu Spotkania, który był poza obozem. Ile zaś razy Mojżesz szedł do namiotu, cały lud stawał przy wejściu do swych namio­tów i patrzał na Mojżesza, aż wszedł do namiotu […]. A Pan rozmawiał z Mojże­szem twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem” (Wj33, 7-11). Najbardziej niezwykły jest w tej historii fakt, że dialog Mojżesza z Bogiem wydarzał się w spo­sób bezpośredni i miał charakter wielkiej zażyłości. Świadczy o tym sformułowanie „twarzą w twarz”. Otóż w tamtym czasie wśród Izraelitów dominowało przekona­nie, że nikt nie może oglądać Boga twarzą w twarz, czyli w Jego istocie, i pozostać przy życiu. Wiązało się to z faktem, że niepojęty majestat i chwała Boża nie są dostępne dla śmiertelnika w tym życiu. Nasza ograniczona cielesnością dusza nie byłaby w stanie wytrzymać bezpośredniego kontaktu ze świętością Boga i niechybnieopuściłaby ciało. Co więcej, oglądanie „twa­rzą w twarz” oznaczało również bezpo­średni dostęp do Bożej tajemnicy, a nawet więcej – poznanie jej, co nawet dla aniołów i świętych w niebie nie jest w pełni możliwe. Nic więc dziwnego, że historia tak bardzo bezpośredniego i zażyłego dialogu Mojże­sza z Bogiem robiła wielkie wrażenie. Dziś odczytujemy w niej zapowiedź tego, co stało się również naszym udziałem w Chry­stusie. Księga Wyjścia mówi, że każdy, kto chciał rozmawiać z Bogiem, mógł wejść do Namiotu Spotkania. Miłość Boga Ojca, którą pokazał nam swym życiem, śmiercią i zmartwychwstaniem Jezus, stanowi dla nas wyraźne potwierdzenie tego, że także i my – jak ówcześni Izraelici – mamy wcho­dzić do Namiotu Spotkania, czyli do naszej osobistej, modlitewnej izdebki. To jednak nie wszystko. My również jesteśmy przez Boga zaproszeni do głębokiego, zażyłego dialogu i nawet jeśli w naszym osobistym Namiocie Spotkania nie ujrzymy Go twarzą w twarz, możemy być pewni, że jest przy nas bardzo blisko i uważnie nas słucha. Nie powinniśmy zatem obawiać się mówić do Niego własnymi słowami o wszystkim, co leży nam na sercu.

Czas słuchania

Jedną z wad naszej modlitwy jest nie­wątpliwie gadulstwo. Zbyt często nasza modlitwa przyjmuje formę deklamowania przed Bogiem pobożnych formułek, czy tworzenia listy próśb, którymi od samego początku zasypujemy Go, klękając przed Jego tronem. Nie o taką jednak modlitwę chodzi, gdy mówimy o dialogu z Bogiem. Prawdziwa rozmowa z Nim powinna być zawsze odpowiedzią na słowo, które On sam najpierw kieruje do nas. Nie zawsze musi to być słowo wyrażone w ludzkim ję­zyku. Bóg przemawia do nas całą swą obec­nością, która zawsze dużo więcej znaczy niż pojedyncze słowa. Ważne więc, abyśmy, klękając do modlitwy, mieli świadomość, że cokolwiek Bogu powiemy, powinno to wyrastać z zasłuchania w Jego obecność. Co to znaczy w praktyce? Przede wszystkim – że Bóg sam przygotowuje nasze serce do dialogu i uzdalnia nas również do przyję­cia Jego odpowiedzi. Tak, nasza rozmowa z Bogiem musi być przygotowana. Czę­sto klękamy przed Nim z natłokiem myśli i z wewnętrznym chaosem. Bez przygoto­wania i wyciszenia zaczynamy po prostu wylewać ten wewnętrzny nieład, nie bardzo nawet orientując się, co w świecie naszego ducha jest naprawdę ważne. Gdy jednak dajemy pierwszeństwo Bogu, wówczas to, co nosimy w sercu, układa się wedle swej rzeczywistej wartości. Nierzadko więc, gdy zamiast ulegać pokusie szybkiego ubierania myśli w zdania i pośpiesznego formułowania wypowiedzi, zdołamy naj­pierw zamilknąć, okazuje się, że chwila przebywania w Bożej ciszy znacząco wpły­wa na scenariusz naszej rozmowy z Bo­giem. Nagle sprawy, które wydawały się nam szalenie istotne, tracą na znaczeniu i odsuwają się w cień. Intencje, którymi chcieliśmy wcześniej Boga zasypać, jakby bledną i przestają tak bardzo domagać się wypowiedzenia. Świadomi, że Bóg i tak wszystko wie, trwamy w tym skupieniu, pozwalając wybrzmiewać w nas sprawom naprawdę ważnym. To sam Duch Święty porządkuje i układa nasz dialog. Nie zna­czy to, oczywiście, że z Bogiem nie można rozmawiać o wszystkim. Przeciwnie, Onz wielką życzliwością słucha wszystkiego, co mamy do powiedzenia. Chodzi jednak o to, żebyśmy to my mogli odnieść z tego pożytek. Jaki? Przede wszystkim taki, że słowa, które dojrzewają w nas w modli­tewnym milczeniu i to, co w jego efekcie wypowiadamy, nie stanowią już powierz­chownego monologu, ale świadome za­proszenie Boga do spraw, które w naszym życiu w szczególny sposób wymagają Jego interwencji – które On sam wskazuje nam jako najważniejsze. Wielką pomocą w tym względzie jest dla nas Pismo święte. Gdy bierzemy je do ręki po chwili milczenia i modlitwy do Ducha Świętego, wówczas ono najlepiej wskazuje nam przez rodzą­ce się w nas pod wpływem jego lektury uczucia, pragnienia i poruszenia serca, jakie najważniejsze obszary naszego życia powinniśmy Bogu poddać; o czym przede wszystkim powinniśmy z Nim porozma­wiać. Tak oto w naszym dialogu z Bogiem kształtuje się czas słuchania. Jest on nie­zmiernie ważny i powinien poprzedzać słowa, które wypowiadamy. Gdy trzyma­my się tej zasady, wówczas możemy mieć pewność, że nasza modlitwa nie jest tylko powierzchownym ślizganiem się po mo­dlitewnych formułach, ale – że kształtuje ją sam Boży Duch.

Czas mówienia

Tak oto przychodzi czas na naszą od­powiedź. Gdy w dialogu „twarzą w twarz” dajemy Bogu pierwszeństwo, wówczas to, co następuje później – nasze słowa – kształtują się jako reakcja na Bożą obecność i Jego dyskretny język miłości. Właśnie ta miłująca bliskość Boga daje nam prawo mówienia do Niego w sposób bezpośredni, zażyły, bez konieczności oglądania się na utarte formuły i wyuczone schematy. Oczy­wiście, zawsze możemy się nimi posłużyć. Jednak przywilej przebywania w Namiocie Spotkania łączy się również z tym, że mo­żemy mówić do Boga jak do przyjaciela. Co to w praktyce oznacza? Przede wszyst­kim – że nie musimy się Boga bać. Często w tym, co mówimy do Niego, próbujemy być grzeczni, układni i teologicznie po­prawni. Nie mieści nam się w głowie, że moglibyśmy w modlitwie okazać negatyw­ne emocje, wylać przed Bogiem nasz ból, gniew, rozczarowanie. Przyzwyczailiśmy się sądzić, że do Boga możemy mówić tyl­ko pięknie, używając najlepszych słów i najbardziej wyszukanych określeń. Tymczasem Bóg zapra­sza nas najpierw do szczerości i do swobodnego wyrażania przed Nim naszych przeżyć. Owszem, nie znaczy to, że możemy Go ob­rażać lub bluźnić Mu, choć by­wają takie sytuacje – zwłaszcza w wypadku osób udręczonych cierpieniem – że pod adresem Boga płyną z ust czło­wieka nawet przekleństwa. Możemy być pewni, że On nie odpowie tym samym, co więcej – nie osądzi nas ani nie potę­pi, wiedząc, jak bardzo udręczone bywa ludzkie serce. Bóg w swoim miłosierdziu pozwala nam się wyżalić i choć później sami często przepraszamy Go za naszą zuchwałość, On z wyrozumiałą miłością akceptuje również nasz wcześniejszy bunt. Dzieje się tak dlatego, że Bogu zależy na duchowym zdrowiu i szczęściu człowieka. Bezpieczna, stabilna relacja z Niebieskim Ojcem zakłada, że my – Jego dzieci – mo­żemy nie tylko mówić do Niego „Abba”, „Tatusiu”, ale także wylać przed Nim całe nasze wewnętrzne, często latami skrywane cierpienie. Na tym polega przecież przywi­lej bycia w zażyłej relacji z Bogiem. Tylko bowiem dzieci, które bezpiecznie czują się w towarzystwie swoich rodziców, mogą wobec nich swobodnie mówić o tym, co dzieje się w ich sercach. Gdy rodzic jest groźny, karzący i niebezpieczny, wówczas dziecko zamyka się w sobie i nie ujawnia przed nim tego, co kryje w swym wnę­trzu. Bojąc się, aby rodzice swą reakcją nie skrzywdzili go, nie dopuszcza ich do tajem­nic swego serca i w ten sposób zamyka się na dialog z nimi. W efekcie zamiast dobrej, stabilnej więzi, tworzy się mię­dzy nimi sztuczna, pozorowana relacja, która często zewnętrznie jest poprawna, ale w głębi kryje nabrzmiałe pretensje, wzajemne oskarżenia, a nawet nienawiść. Czy nie tak właśnie czasami traktujemy Boga? Niszczące nas mechanizmy, które utrwaliły się w historii naszego życia, przenosimy nie­rzadko na dialog z Bogiem. Zachowujemy zewnętrzną poprawność w słowach, tłu­mimy trudne uczucia i wydaje się nam, że wszystko jest w najlepszym porządku. Tymczasem nie potrafimy zdobyć się na szczerą rozmowę z Bogiem, a nasze serce – chociaż Go kocha – nie potrafi radować się Jego obecnością.

Święci nauczyciele dialogu

Wielcy święci i chrześcijańscy mistycy doskonale odczytali to zaproszenie do za­żyłego dialogu, które Bóg wystosowuje do każdego z nas. Oni świetnie zrozumieli, że rozmowa z Bogiem „twarzą w twarz” to niezagrożenie, ale przywilej i że możemy być w tej rozmowie autentyczni i szczerzy. Zna­ne są liczne zabawne anegdotki z ich życia, które to obrazują. Na przykład, św. Ojciec Pio znany był z niezwykłej przyjaźni ze swym aniołem stróżem. Często, gdy zatopił się w modlitewną ekstazę, czuwający przy nim bracia zakonni byli świadkami tego, jak z jego ust płynęły rozmaite żartobliwe zwroty i sformułowania, które świadczyły o tym, że autentycznie przekomarza się i żartuje ze swym niebiańskim przyjacie­lem. I chociaż nie słyszano odpowiedzi, które otrzymywał od anioła, wiadomo było, że toczy z nim bardzo osobisty i szczery dialog. Podobna sytuacja – choć w zgo­ła odmiennym klimacie – przydarzy­ła się św. Teresie z Avila. Gdy złamana chorobą i sparaliżowana, czołgała się po podłodze swej celi, objawił się jej Jezus i powiedział: „Tereso, tak traktuję moich przyjaciół”. Na te słowa zakonnica miała wypalić: „to nie dziwię się, że masz ich tak niewielu”. W pierwszej chwili moglibyśmy zgorszyć się jej odpowiedzią, gdyby nie fakt, że Teresa do szaleństwa kochała Jezusa, a On uczynił ją swą wybraną przyjaciółką, doprowadzając na wyżyny mistyki i świę­tości. Niech więc nie dziwi nas poufały język świętych, którym odpowiadali Bogu. W rzeczywistości nikt bardziej od nich nie kochał Jezusa, a zażyłość, którą ujawnia­ła ich modlitwa, była właśnie wyrazem uprzedniego doświadczenia Jego akceptu­jącej, troskliwej miłości. Taki plan Bóg ma również dla naszego życia. Każdego z nas pragnie doprowadzić na wyżyny świętości i każdemu chce dać swoją bliskość w spo­sób wyjątkowy i niepowtarzalny. Dlatego nie bójmy się szczerego dialogu z Bogiem. Nie obawiajmy się mówić o wszystkim, co kryje nasze serce, nie tylko przepraszając Go, prosząc czy dziękując Mu, ale także uwielbiając Go we wszystkim czy po prostu – najzwyczajniej z Nim rozmawiając. Czas choroby, izolacji, czy zamknięcia z powodu pandemii – choć sam w sobie trudny – może paradoksalnie sprzyjać takiemu dia­logowi. Nie chodzi przy tym wyłącznie o to, że doświadczając rozmaitych trudności, cierpienia spowodowanego zamknięciem lub ograniczeniem swobodnego dostępu do kościoła i korzystania z tradycyjnych praktyk religijnych, jesteśmy skłonni bar­dziej zwracać się ku Bogu w rozmowie. Chodzi także o to, że różne zewnętrzne przeszkody, a także nasze własne fizyczne trudności można wykorzystać, aby wejść do „wewnętrznej izdebki” – duchowej przestrzeni w nas, w której swobodnie spotykamy się z naszym Panem. W re­zultacie, nawet jeśli nie sprzyjają temu zewnętrzne okoliczności, nikt i nic nie jest w stanie odebrać nam tego przywileju osobistej rozmowy ze Stwórcą, co więcej, w czasach pandemii, kryzysu i wszelkich utrudnień, nasz dialog może być jeszcze bardziej intensywny, intymny i autentyczny. Dla osób chorych, paradoksalnie, może on stać się przestrzenią uprzywilejowa­nego doświadczenia Boga. Zacznijmy go więc od milczenia i słuchania, a później – poddani Duchowi Świętemu i zainspi­rowani Pismem świętym – mówmy do Boga o wszystkim, co kryje nasze serce. Możemy być pewni, że On z uwagą oraz radością będzie nas słuchał i że odpowie na naszą modlitwę – także w sposób, którego nigdy byśmy się nie spodziewali.

 


Zobacz całą zawartość numeru ►

Autorzy tekstów, pozostali Autorzy, Miesięcznik, Numer archiwalny, 2021nr01, Z cyklu:, Modlitwy czas

Rozważania różańcowe

nd pn wt śr cz pt sb

30

31

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

Dzisiaj: 17.06.2021